O węglu

Zamieszczony poniżej (z zachowaną oryginalną pisownią) artykuł został opublikowany w 1892 r. w Dodatku Miesięcznym do czasopisma „Przegląd Tygodniowy Życia Społecznego, Literatury i Sztuk Pięknych” redagowanego przez Adama Wiślickiego.

WĘGIEL KAMIENNY
przez

St. Kontkiewicza
inż. górn.

Węgiel kamienny jest jednym z najważniejszych czynników olbrzymiego rozwoju materyalnego narodów ucywilizowanych. W ścisłej zależności od węgla, znajduje się wyrób żelaza, tego najważniejszego metalu, oraz zastosowanie machin parowych, za pomocą których ucywilizowana ludzkość miliony razy powiększa swe siły do walki z przyrodą. Słusznie więc dobę obecną nazywamy wielką epoką węgla kamiennego.

Produkcya węgla. Jakkolwiek węgiel kamienny był używanym już od kilkuset lat, jednak wydobywanie go na większą skalę zaczęło się dopiero od początku tego wieku, najpierw w Anglii, gdzie bogactwa podziemne lego paliwa są największe, a potem i na stałym lądzie Europy. W pierwszych latach bieżącego stulecia, wydobywano na całej ziemi nie więcej jak sto dwadzieścia milionów korcy (korzec równa się stu kilogramom) węgla rocznie; w połowie stulecia produkcya węgla dosięgła już 600 milionów korcy a w roku 1890 wynosiła olbrzymią cyfrę 4,200 milionów korcy, to jest 35 razy więcej niż na początku a 7 razy więcej niż w połowie tego wieku. Gdyby tę ilość węgla, jaka corocznie wydobywa się na ziemi, rozłożyć warstwą dwa metry grubą, to zajęłaby ona przestrzeń 160 wiorst kwadratowych, to jest kwadrat, którego każdy bok miałby 40 wiorst długości.

Dzienna produkcya węgla na ziemi wynosi 14 milionów korcy i wymagałaby dla przewiezienia koleją żelazną 14-u tysięcy wagonów. Gdyby te wagony ustawić na szynach, jedne za drugiemi, to zajęłyby one długość przeszło tysiąca wiorst, czyli wypełniłyby całą odległość między Warszawą a Petersburgiem. Nad wydobyciem tej olbrzymiej ilości węgla, pracuje nieustannie przeszło dwa miliony ludzi, to jest tyle, ile wynoszą armie wszystkich państw Europy na stopie pokojowej. Wartość rocznej produkcyi węgla na ziemi wynosi 1,200 milionów rubli.

Nie wszystkie części ziemi i nie wszystkie kraje wydobywają węgiel kamienny, niektóre posiadają niewyczerpane jego zasoby, inne wcale go nie mają. Największym producentem węgla nietylko w Europie, ale, i całej ziemi jest Anglia, która sama jedna wydobywa go więcej aniżeli cała pozostała Europa razem wzięta, bo przeszło 1,600 milionów korcy. Z tej ilości 1,350 milionów używa się w kraju a 250 milionów wywozi się morzem do Europy i innych część ziemi. Ta nadzwyczajna obfitość węgla i łatwość jego wywozu jest bezwątpienia jedną z głównych przyczyn olbrzymiego rozwoju przemysłu i handlu w Anglii, oraz jej bogactwa i potęgi. Drugie miejsce co do produkcyi węgla w Europie zajmują Niemcy które wydobywają 700 milionów korcy, zużytkowując 600 milionów na własną potrzebę a 100 milionów wywożąc zagranicę, głownie do Francyi i Austryi. Francya o wiele mniej wydobywa węgla, aniżeli Niemcy, cała bowiem jej produkcya roczna wynosi 200 milionów korcy, i nie wystarcza na potrzeby tego kraju, który sprowadza jeszcze 100 milionów korcy węgla z zagranicy, z Anglii, Niemiec i Belgii.

Potem idzie Austrya, z produkcyą 180 milionów korcy rocznie dalej Belgia, która pomimo bardzo małego obszaru, jaki zajmuje, wydobywa niewiele mniej węgla niż Francya, bo 170 milionów korcy. Rosya pomimo swego olbrzymiego obszaru, zajmuje ostatnie miejsce w rzędzie krajów europejskich, produkujących węgiel kamienny, wydobywa go bowiem zaledwie 60 milionów, to jest niewiele więcej niż trzecią część tego co Belgia. Prawie połowę węgla, wydobywanego w państwie Ruskiem, przypada na Królestwo Polskie, którego produkcya wynosi 25 milionów korcy. Spotrzebowanie węgla na jednego mieszkańca wynosi rocznie: w Anglii 40 korcy, w Niemczech 15, we Francyi 10, w Królestwie Polskiem przeszło 3 korce, w całem państwie Ruskiem nieco więcej niż pół korca. Inne kraje europejskie, prawie zupełnie nie wydobywają węgla kamiennego, albo dlatego, ze go wcale nie mają, jak naprzykład Włochy lub Szwecya, lub też z powodu, że mając słabo rozwinięty przemysł, bardzo mało ze swych bogactw węglowych korzystają; w tem ostatniem położeniu jest Hiszpania. Po Europie najwięcej węgla, bo 1,100 korcy wydobywają Stany Zjednoczone Ameryki północnej. Inne części ziemi razem wzięte, produkują nie więcej jak 100 milionów korcy rocznie.

Tworzenie się węgla. Węgiel kamienny wydobywa się jak wiadomo, z głębi ziemi, w której tworzy regularne warstwy, czyli pokłady, zajmujące nieraz bardzo znaczne przestrzenie. Zarówno własności samego węgla, jak i warunki jego znajdowania się w głębi ziemi, naprowadzają na myśl, że przedstawia on nagromadzenie szczątków roślin, które niegdyś żyły na powierzchni ziemi.

Rośliny, są to istoty obdarzone cudowną własnością przerabiania materyj nieorganicznych na organiczne. Czerpią one swoje pożywienie z ziemi za pomocą korzeni i z powietrza—za pośrednictwem liści. Z ziemi wsysają wodę wraz z rozpuszczonemi w niej częściami mineralnemi; z powietrzą zaś otrzymują węgiel, będący główna częścią składową masy roślinnej, W powietrzu znajduje sio bardzo mała ilość węgla w postaci gazu, zwanego kwasem węglowym, stanowiącego połączenie węgla z tlenem. Jestto ten sam gaz, który zwierzęta i ludzie wydzielają z płuc przy oddychaniu, wraz z powietrzem zużyłem i który tworzy się przy paleniu drzewa, węgla kamiennego i w ogóle ciał w węgiel kamienny bogatych. Kwas węglany znajduje się w powietrzu w bardzo małej domieszce, wynoszącej zaledwie 1/2000 część jego objętości. Liście roślin a właściwie zawarty w nich zielony barwnik, zwany chlorofilem, posiadają tę własność, że pod wpływem światła i ciepła słonecznego, rozkładają znajdujący się w powietrzu kwas węglowy na węgiel, który pochłaniają i przyłączają do swej masy i na tlen, który wydzielają napowrót do powietrza. W kwasie węglowym, jako w bardzo stałym związku chemicznym, cząstki węgla i tlenu są nadzwyczaj mocno z sobą spojone; rozkład więc kwasu węglowego, dokonywany w liściach roślin, to jest rozerwanie jego cząstek na tlen i węgiel, wymaga zastosowania bardzo znacznej siły. Tej siły dostarcza ciepło i światło słoneczne, będące pewnym rodzajem ruchu cząsteczek, który rozbija związek chemiczny węgla z tlenem. Ta siła, czyli jak ją nazywają energia słoneczna, nie ginie jednak przytem bezpowrotnie; ona tylko ukrywa się w roślinie, z której w każdej chwili może być napowrót wydobytą przez spalenie zawartego w niej węgla. Przy tem paleniu otrzymuje się napowrót ciepło i światło a przy zastosowaniu ciepła do poruszania machiny parowej także i siła mechaniczna. Widzimy więc, że przez rozkład kwasu węglowego w liściach roślin węgiel a z nim razem i energia słoneczna zostaje uwięzioną w tkankach roślinnych i nagromadza się w nich w coraz to większej ilości.

Oprócz tego rośliny, rozkładając węgiel, spełniają inne jeszcze, bardzo ważne zadanie, mianowicie odświeżają powietrze, zepsute przez oddychanie zwierząt i ludzi, którzy naodwrót wytwarzają kwas węglowy, niezbędny do życia roślin.

Tkanki roślinne składają się przeważnie z trzech części: węgla, tlenu i wodoru, połączonych z sobą w różne związki chemiczne. Jeżeli roślina umiera, to tkanki jej, pozostając na powierzchni ziemi, ulegają rozkładowi, w skutek działania tlenu, który wytwarza rozmaite nowe związki z węglem i wodorem a między niemi także i kwas węglany, przechodzący w ten sposób z rośliny napowrót do powietrza.

Inne, tworzące się, przy rozkładzie tkanek roślinnych na powietrzu związki tlenu z węglem i wodorem, płynne lub stałe, dostają się do ziemi i mieszają z jej częściami mineralnemi, tworząc to, co nazywany próchnicą lub humusem, obecność czego w ziemi poznaje się po jej ciemnem zabarwieniu. Zupełnie co innego ma miejsce, jeżeli tkanka roślinna rozkłada się nie na powietrzu, przy dostępie nieograniczonej ilości tlenu, lecz pod wodą, bez dostępu powietrza, jak to się dzieje z roślinami wodnemi lub z resztkami roślin lądowych, które się dostały do wody. Ponieważ w wodzie nie ma wolnego tlenu, któryby się mógł łączyć z węglem lub wodorem masy roślinnej, więc rozkład tej masy pod wodą może się odbywać tylko przez powolne łączenie się między sobą jej własnych części składowych a że ilość węgla znacznie przeważa nad pozostałemi składnikami masy roślinnej, więc tylko mała część tego węgla połączy się z tlenem i wodorem i utworzy związki płynne lub gazowe, które się wydzielą przeważna zaś część pozostanie w rozkładającej się masie roślinnej, która w ten sposób powoli przejdzie w inną, daleko uboższą w tlen i wodór a bogatszą w węgiel i z tego powodu ciemno zabarwioną masę, która nazywamy torfem.  Torf jestto ciemna, ziemista masa, w której można dostrzedz mnóstwo plecionych gałązek i korzonków roślin wodnych i błotnych; jest ona znacznie bogatszą w węgiel, aniżeli drzewo i pali się doskonale po wysuszeniu. Torf tworzy się w nizinach, pokrytych niegłęboką, stojącą wodą, której powierzchnia porosła obfitą wodną roślinnością, tworzącą na niej zielony pływający kożuch. Owe rośliny wodne mają tę własność, ze w miarę tego, jak jedne pokolenia umierają, inne wyrastają na ich powierzchni, przygniatając poprzednie swym ciężarem i pogrążając je pod wodę. W skutek tego roślinny kożuch, pokrywający wodę, powoli grubieje i wytwarza podścielisko, przydatne i dla wzrostu roślin lądowych, wilgoć lubiących, różnego rodzaju mchów, traw a nawet i małych krzaków i drzewek. W miarę narastania nowych roślin na górnej powierzchni kożucha, dolna jego część opuszcza się coraz głębiej pod wodę i ulega powolnemu rozkładowi a w końcu cały ten kożuch siada na dno i masa roślinna wypełnia przestrzeń, zajętą poprzednio przez wodę, tworząc torfowisko. Górna powierzchnia takiego torfowiska będzie się składać z masy roślin świeżo umarłych; im głębiej, tem masa ta będzie coraz więcej zmienioną, coraz ciemniejszą i mocniej zgniecioną a na samem dnie dojdziemy do czarnego, ziemistego i bogatego w węgiel torfu, w którym nieraz z trudnością dają się rozpoznać resztki roślinne.

Węgiel kamienny z wyglądu zupełnie różni się od torfu. Jest on raczej podobny do kamienia, aniżeli do masy, mającej organiczne pochodzenie i na pierwszy rzut oka nie można w nim rozpoznać żadnych resztek roślinnych.  Na pierwszy rzut oka powiadam, gdyż uważne rozpatrzenie odpowiednio przygotowanego kawałka węgla za pomocą mikroskopu przekonywa nas, że prawie cała jego masa składa się z najrozmaitszych, wprawdzie bardzo zmienionych, ale możliwych do poznania resztek roślinnych: cząstek drzewa, kory, liści i korzeni.  Oprócz tego w węglu kamiennym a jeszcze częściej w kamieniu, leżącym pod albo nad węglem, w tak zwanym łupku gliniastym, znajdują się odciśnięte pnie gałęzie i liście roślin. Mamy więc niewątpliwe dowody tego, że węgiel kamienny, tak samo jak torf, przedstawia nagromadzenie materyj roślinnych, lecz jeszcze daleko więcej zmienionych,  w skutek bezporównania dłuższego czasu, jaki przeszedł od chwili ich osadzenia się i wskutek bardzo silnego ciśnienia, jakiemu te materye ulegały,

Kopalnie węgla kamiennego w Dąbrowie – Odkrywka kopalni „Paryż”.

spoczywając na wielkiej głębokości pod powierzchnią ziemi. Rośliny, których resztki znajdujemy w węglu kamiennym i towarzyszącym mu łupku gliniastym, są zupełnie niepodobne do tych, z jakich teraz torf się wytwarza. Przedewszystkiem nie są to drobne i niepozorne wodne lub błotne rośliny, jak te, które pokrywają nasze torfowiska,

Kopalnie węgla kamiennego w Dąbrowie – Robota na odkrywce.

lecz ogromne drzewa, jak nas o tem przekonywają grube ich pnie, nieraz nawet w stojącem położeniu w łupku zachowane. Drzewa te jednak są najzupełniej odmienne od tych, jakie obecnie zapełniają nasze lasy i należą wszystkie do gromady roślin skrytokwiatowych, które w dobie obecnej mają u nas swoich przedstawicieli w drobnych i niepozornych roślinkach, paprociach, skrzypach i widłakach. Bezwątpienia wszystkim znane są strzępiaste paprocie, stanowiące zielone podścielisko naszych lasów iglastych. Skrzypy są to także bardzo pospolite, dziwnej formy roślinki, bez kwiatu i bez liści, rosnące na wilgotnych polach i łąkach. Nakoniec widłaki, po łacinie zwane likopodium, zamieszkują nasze lasy, ciągnąc się po ziemi, nieraz na kilka łokci długości i rozgałęziając się widełkowato. Z pomiędzy tych roślin tylko jedne paprocie dosięgają w obecnej dobie znacznej wielkości i spotykają się jako drzewa nie u nas, ale w pasie umiarkowanym półkuli południowej, w zachodniej części Ameryki południowej a szczególniej obficie na wyspach Nowej Zelandyi.

Widzimy więc, że rośliny, podobne do dzisiejszych paproci, skrzypów i widłaków, które teraz bardzo podrzędną grają rolę, stanowiły w epoce węglowej główną część roślinności i że węgiel kamienny powstał z tych roślin, które tworzyły gęste lasy na błotnistych nizinach, zajmujących bardzo obszerne przestrzenie na brzegach jezior, lub przy ujściach wielkich rzek do morza. Rośliny te żyły po części tuż nad wodą, po części w wodzie, która służyła za wspólny grób niezliczonym ich pokoleniom, jakie następowały jedne po drugich w przeciągu niezmiernie długiego czasu. Materye roślinne osadzały się wtedy i zmieniały pod wodą niewątpliwie w taki sam sposób, w jaki osadzają się i zmieniają teraz w naszych torfowiskach.

O ile łatwo jest uwierzyć w roślinne pochodzenie torfu, który się tworzy prawie w naszych oczach i przedstawia wyraźną mieszaninę zmienionych resztek roślinnych, o tyle trudno wyobrazić sobie, aby ciało tak bardzo podobne do kamienia, jakiem jest węgiel kamienny i tak samo jak kamień z głębi ziemi wydobywane, mogło także z roślin się utworzyć. Bo też rzeczywiście dla utworzenia węgla kamiennego, nie dość było tak jak dla torfu tylko rozkładu materyj roślinnych pod wodą na powierzchni ziemi; utworzenie węgla wymagało działania innych jeszcze czynników, które tylko na znacznej pod ziemią głębokości istnieć mogą, mianowicie ogromnego ciśnienia i podwyższonej temperatury. Węgiel kamienny nie leży tak jak torf na samej powierzchni ziemi, lecz znajduje się, jak wiadomo, zawsze na pewnej, nieraz bardzo znacznej głębokości pod przykryciem grubych warstw kamiennych.

Wobec tego faktu nasuwa nam się pytanie, jakim sposobem materye, pochodzące z roślin na powierzchni ziemi żyjących, mogły się dostać na tak znaczna głębokość a także, zkąd się wzięła ta masa kamienna, jaka pokrywa węgiel i którą trzeba przebić, ażeby się z powierzchni ziemi do węgla dostać? Zanim odpowiemy na to pytanie, musimy się zastanowić nad pewnemi zjawiskami, zachodzącemi na powierzchni ziemi i na pozór nie mającemi żadnego związku a węglem kamiennym. Wiadomo, że powierzchnia ziemi nie jest równą, lecz jedne jej miejsca są wzniesione i stanowią góry, inne zagłębione i tworzą doliny, których najniższe części zapełnione są wodą.   Największe zagłębienia na powierzchni ziemi zajęte są przez morza. Woda, spadająca na ziemię w kształcie deszczu lub powstała z tajania śniegu a także wytryskająca z jej głębi w postaci źródeł, spływa po pochyłościach coraz niżej, tem prędzej, im większy ma spadek, zbierając się w strumienie i rzeki, dopóki nie dosięgnie najniższych zagłębień, jakiemi są jeziora, lub morza. Ta woda, spływająca po powierzchni ziemi, rzadko jest czystą, lecz po większej części mniej lub więcej mętną, w skutek tego, że w biegu swym unosi cząsteczki ziemi jakie spotyka po drodze. Jeżeli woda płynie bardzo bystro, posiada dość siły, aby porywać nawet wielkie kamienie, jak to widzimy w górskicb potokach; tam, gdzie prędkość wody jest nieco mniejsza, w zwykłych strumieniach i bystrych rzekach, unosi ona z sobą tylko żwir i piasek; nakoniec przy bardzo powolnym biegu wody, jaki widzimy przy ujściu wielkiej rzeki do morza lub jeziora, tylko najdelikatniejsze męty, pochodzące z cząstek gliny, uniesionej przez wodę, mogą w niej pozostać w zawieszeniu. Skoro woda płynąca dojdzie do miejsca, gdzie prędkość jej biegu znacznie się zmniejszy, jak to ma miejsce przy ujściu rzezi do morza lub jeziora, to zawieszone w wodzie lub popychane przez nią po dnie cząsteczki mineralne, jak glina i piasek, zatrzymają się, opadną na dno, tem prędzej, im są większe, tem powolniej im są drobniejsze. Dno morza lub jeziora, do którego, wpada rzeka, będzie się pokrywać osadami piasku i gliny, z których pierwszy jako cięższy zatrzyma się niedaleko od brzegu a cząstki gliniaste, unoszące się dłużej w wodzie osiądą w większej od brzegu odległości.  Ponieważ takie osadzanie się może trwać bardzo długo, setki i tysiące lat, więc w morzu lub jeziorze mogą się utworzyć bardzo grube i obszerne osady piasku i gliny a z biegiem czasu mogą nawet wypełnić całą jego głębokość. Skoro takie osady dojdą do powierzchni wody, to nad morzem przyrośnie szeroki pas ziemi wzdłuż brzegu a jezioro całkowicie osadami się zapełni i wyschnie. Jedno i drugie spotyka się bardzo często na ziemi: przy ujściach wielu rzek, jak np. Nilu lub Mississipi do morza, widzimy ciągły przyrost lądu w postaci tak zwanych delt, a wspaniałe jeziora podalpejskie Włoch i Szwajcaryi są już do połowy zapełnione osadami, przyniesionemi przez rzeki: jezioro genewskie przez Rodan a Konstancyjeńskie przez Ren.

Ilość wody w rzekach i szybkość jej biegu nie bywa jednostajną, lecz zmienną, zależnie od pory roku, oraz od suszy lub deszczu i w skutek tego rzeki niosą mniej lub więcej cząstek mineralnych, grubszych lub drobniejszych. Na wiosnę, lub w czasie wielkich deszczów, rzeki mają wielką obfitość wody, płyną bystro i niosą z sobą więcej grubego piasku; w lecie, w czasie suszy, lub w zimie, rzeki mają mniej wody, płyną wolniej i niosą daleko mniej cząstek mineralnych, przeważnie bardzo drobnych. Stosownie do tego i osady, które się tworzą na dnie jeziora będą sio zmieniać, w jednem i tem samem miejscu; raz będzie to żwir lub gruby piasek, innym razem piasek miałki, lub glina. Te różne osady będą się układać jedne na drugich w kształcie cienkich warstw poziomych: piasek na glinie, glina na piasku, które mogą następować po sobie niezliczoną liczbę razy.

Pokrywanie węgla przez osady. Wyobraźmy sobie teraz, że w owej odległej epoce węglowej, pewna nizina, porosła gęstemi lasami roślin węglowych, z których się odkładały resztki, mające służyć za materyał do utworzenia węgla, zamieniała się powoli w jezioro, w skutek tych przyczyn, jakie i teraz podobne zmiany na powierzchni ziemi powodują. Temi przyczynami mogą być: powolne obniżanie się ziemi na tej przestrzeni, powiększanie się przypływu wody z rzek i strumieni do tej niziny wpadających, lub wstrzymanie odpływu wody z niziny w skutek odgrodzenia jej od morza. Wtedy lasy pokrywające nizinę, znikną a warstwa materyj roślinnych, jaka się z tych lasów utworzyła, znajdzie się po pewnym czasie głęboko pod wodą na dnie jeziora. Rzeki i strumienie, wpadające do tego jeziora będą przynosiły cząstki mineralne, z których na dnie będą się tworzyły osady piasku i gliny i przykryją warstwę roślinną. Grubość tych osadów będzie wciąż wzrastać a jeżeli stan taki potrwa dość długo, to całe jezioro niemi się wypełni i przygniecie olbrzymim ciężarem, spoczywającą na dnie warstwę roślinną i przez co grubość tej warstwy znacznie się zmniejszy a sama masa roślinna stanie się bardziej zbitą i mało już do torfu podobną. Wraz z ciśnieniem będzie się powiększać temperatura, która, jak wiadomo, wzrasta w miarę głębokości. Pod wpływem tych dwóch czynników i w przeciągu bardzo długiego czasu, jakiego wymaga zapełnienie osadami mineralnemi całego jeziora, rozkład materyi roślinnej będzie ciągle postępował naprzód i dojdzie bezporównania dalej, niż w torfie, zamieniając tę materyę roślinną na czarny, twardy, podobny do kamienia węgiel kamienny. Przy tem nagromadzaniu się osadów w jeziorze, nietylko leżąca na dnie jego warstwa roślinna, będzie zgniecioną i stwardnieje, ale i wszystkie pokrywające węgiel warstwy piasku i gliny ulegną takiemu samemu losowi i zamienią się powoli z biegiem czasu w twarde masy kamienne; z piasku utworzy się piaskowiec a z delikatnej cienko uwarstwowanej gliny utworzy się łupek gliniasty, który ma tę własność, że łupie się w cienkie tafelki, odpowiadające pierwotnym warstwom, w jakich się glina na dnie osadzała. Skoro całe jezioro zostanie zapełnione osadami mineralnemi i zamieni się w bagnistą nizinę, rośliny węglowe znowu je obejmą w posiadanie na czas bardzo długi i niezliczona liczba ich pokoleń wytworzy drugą taką samą jak pierwsza warstwę resztek roślinnych, które dadzą materyał do powstania drugiego pokładu węgla. Po tej epoce może nastąpić inna: nizina znowu zamieni się na jezioro, które się zapełni osadami piasku i gliny; z drugiej warstwy resztek roślinnych utworzy się drugi pokład węgla kamiennego a z piasku i gliny, które się nad nią osadziły, powstaną znowu przez zgniecenie i stwardnienie nowe warstwy piaskowca i łupku gliniastego. Takie zmiany mogą się powtarzać bardzo znaczną liczbę razy i ztąd to pochodzi, że często znajdujemy pod ziemią kilka lub kilkanaście a nawet i więcej pokładów węgla, leżących jedne nad drugiemi, poprzedzielanych warstwami piaskowca i łupku gliniastego. Wszystkie te warstwy osadzają się mniej więcej poziomo, lub też ze słabem nachyleniem, odpowiednio do nachylenia dna, które stanowi ich podstawę.

Zagłębia węglowe. Przestrzeń, którą zajmują warstwy węgla, wraz z przedzielającemi je warstwami piaskowca i łupku gliniastego, nazywamy zagłębiem węglowem. Takich zagłębi jest bardzo wiele na ziemi a powierzchnia, na jakiej one występują, oraz głębokość, do jakiej dochodzą, bywa bardzo rozmaitą.

Powierzchnia zagłębi bywa od kilku do kilku tysięcy mil kwadr. a głębokość ich od kilkudziesięciu do dwóch tysięcy metrów. Tak samo zmienną jest liczba i grubość pokładów węgla w różnych zagłębiach; liczba pokładów węgla bywa od jednego do kilkuset a grubość ich od pół metra do dwudziestu. Można sobie wyobrazić, jak olbrzymiego czasu wymagało utworzenie się zagłębia węglowego, mającego dwa tysiące metrów grubości, jeżeli na rok tworzyło się prawdopodobnie zaledwie kilka centymetrów osadów. Największą przestrzeń na 10,000 mil kwadratowych, zajmują zagłębia węglowe w Stanach Zjednoczonych Ameryki północnej. Leżą one w liczbie sześciu we wschodniej części tego kraju, między rzeką Missuri a Oceanem Atlantyckim. Prawie taką samą przestrzeń zajmują zagłębia węglowe w Chinach; jest ich tam kilkanaście, rozrzuconych po całej przestrzeni tego olbrzymiego kraju. Europa także zawiera bardzo bogate, choć nie tak obszerne zagłębia węglowe. Największe co do powierzchni jest tak zwane Donieckie zagłębie w południowej Rosyi, które zajmuje przestrzeń 500 mil kwadratowych. Co do bogactwa węgla, pierwsze miejsce w Europie należy się Anglii, która posiada 8 obszernych zagłębi, zajmujących razem przestrzeń 1,000 mil kwadratowych. Angielskie zagłębia zawierają znaczną liczbę pokładów doskonałego węgla a głębokość ich dochodzi do 1,500 metrów, t. j. półtorej wiorsty.  Niektóre kopalnie angielskie znajdują się pod morzem. Na lądzie stałym Europy najbogatsze zagłębia znajdują się w Niemczech i Belgii. Belgijskie zagłębie odznacza się nadzwyczaj wielką liczbą pokładów węgla, dochodzącą do kilkuset, przy bardzo małej, bo rzadko do metra, dochodzącej grubości. W państwie Niemieckiem dwa są główne zagłębia węglowe: jedno zachodnie, nad Renem, odznaczające się nadzwyczajną, bo do 2,000 metrów dochodzącą głębokością; drugie na wschodzie, w górnym Szląsku, które zawiera niewielką liczbę, lecz bardzo grubych pokładów.

Gatunki węgla. Nie wszystkie węgle kopalne są do siebie podobne, przeciwnie, spotykamy między niemi różne odmiany, zależnie od epoki, w jakiej się utworzyły, oraz od stopnia rozkładu, do jakiego doszły materye roślinne. Trzy są główne odmiany węgla kopalnego: węgiel brunatny, właściwy węgiel kamienny i antracyt.

Węgiel brunatny jest po torfie najmłodszem ogniwem w szeregu węgli kopalnych, utworzył się bowiem w dobie o wiele późniejszej niż właściwy węgiel kamienny, z roślin przeważnie iglastych. Jest on mięki, kruchy, niezupełnie czarny, wpadający nieco w brunatną barwę, od czego pochodzi jego nazwa. Siła jego ogrzewalna jest większą od torfu, ale mniejsza od węgla kamiennego. Najobfitsze pokłady węgla brunatnego w Europie znajdują się w Czechach i Saksonii pruskiej.

Właściwy węgiel kamienny utworzył się w tak zwanej epoce węglowej, z owych olbrzymich roślin, paproci, skrzypów i widłaków, o których poprzednio wspomniałem. Stanowi on przeważną ilość wydobywanego na ziemi węgla kopalnego i dzieli się na kilka gatunków, z których głównemi są: tak zwany węgiel tłusty, chudy i gazowy. Gatunki te odróżniają się po części wyglądem zewnętrznym, głównie zaś zachowaniem się swojem przy paleniu. Węgiel tłusty jest mięki i kruchy, przy paleniu daje wiele dymu i stapia się w ciastowatą masę. Po wyprażeniu przy słabym dostępie powietrza, węgiel ten daje twardą, gąbczastą masę, z metalicznym blaskiem, zwaną koksem, który się używa do wytapiania żelaza z rud. Takiego węgla tłustego nie ma wcale w naszem, Dąbrowskiem, zagłębiu węglowem, ale znajduje się bardzo obficie na południu Rosyi w zagłębiu Donieckiem. Węgiel chudy, typem którego jest nasz węgiel dąbrowski, jest twardy, zbity, błyszczący; paląc się wydziela mało dymu i przy prażeniu nie daje wcale koksu. Węgiel gazowy jest nie bardzo twardy i mało błyszczący, więcej matowy; pali się bardzo długim płomieniem a przy prażeniu wydziela z siebie bardzo wiele gazu i dlatego używa się go do wyrobu gazu oświetlającego. W Dąbrowie nie ma wcale węgla gazowego i gaz, którym się oświetla Warszawa i inne miasta w naszym kraju wyrabia się z węgla sprowadzanego z zagranicy. Trzecia odmiana węgla kopalnego—antracyt, przedstawia produkt najdalej posuniętego rozkładu masy roślinnej. Jest on bardzo twardy, czarny, ze stalowym odcieniem i metalicznym blaskiem; pali się trudno i tylko w bardzo silnym ciągu powietrza i daje dużo więcej ciepła, niż węgiel kamienny. Bogate pokłady antracytu znajdują się w południowej Rosyi, w Donieckiem zagłębiu węglowem i w Pensylwanii, we wschodniej części Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej.

Przecięcie zagłębia. Powierzchnia ziemi na przestrzeni, pod którą znajdują się pokłady węgla, niczem się nie różni od sąsiednich przestrzeni, węgla niezawierających; dopiero kopiąc w głąb ziemi, odnajdujemy ukryte w jej łonie bogactwa węgla i poznajemy budowę zagłębia. Pierwszą pracą górnika, w celu wydobycia węgla, jest wykopanie głębokiej studni, tak zwanego szybu, którą przebija on wszystkie warstwy kamienne, dochodzi do pokładu węgla i kopie w nim na wszystkie strony, przenikając w różne zakątki zagłębia, rozpoznając przytem jego budowę. Spostrzeżenia, czynione w bardzo wielu kopalniach węgla przekonały, że budowa zagłębi wcale nie jest tak prostą, jakby się zdawało, sądząc ze sposobu, w jaki się one tworzyły, to jest nie przedstawia szeregu prawidłowych, poziomo jedne na drugich ułożonych warstw węgla, łupku i piaskowca, lecz że w większej części zagłębi węglowych panują bardzo złożone stosunki. Gdybyśmy mogli przeciąć zagłębie węglowe, płaszczyzną pionową, przechodzącą przez całą jego głębokość a dwie rozdzielone tą płaszczyzną jego części rozsunąć tak, żebyśmy byli w stanie opuścić się w tem miejscu w głąb ziemi i spojrzeć na pionowe ściany przecięcia – wtedy ujrzelibyśmy na nich całe następstwo warstw, składających zagłębie i poznali jego wewnętrzną budowę. Warstwy, składające zagłębie tylko wyjątkowo leżą prawidłowo; zwykle są one falisto pogięte lub zygzagowato połamane a w niektórych miejscach popękane i przesunięte w ten sposób, że z jednej strony pęknięcia leżą niżej niż z drugiej. Oczywiście, nie jest to pierwotne położenie warstw, które, jak to widzieliśmy, mówiąc o tworzeniu się węgla kamiennego, powinny leżeć tak, jak się osadziły, poziomo, lub z bardzo słabem nachyleniem.

Pomiędzy osadzeniem się warstw, składających zagłębie, a dobą obecną musiała więc nastąpić wielka zmiana w położeniu tychże, zmiana wywołana przez działanie olbrzymiej siły, która była w stanie giąć i łamać grube i twarde warstwy kamienne, tak jak my możemy giąć i łamać rękami arkusze cienkiej tektury. Ta olbrzymia siła powstaje przy kurczeniu się ziemi która jak wiadomo, posiada wewnątrz bardzo wysoką temperaturę a krążąc w nadzwyczaj zimnej przestrzeni wszechświata oziębia się i zmniejsza swoją objętość. Przy tem kurczeniu się wnętrza ziemi jedne miejsca jej powłoki zewnętrznej pękają, inne obniżają się, inne nareszcie ulegają olbrzymiemu ciśnieniu z boków, które je gniecie i łamie. Przemiany te następują nieznacznie, powoli, ale gromadząc się, powodują w końcu zupełnie inne położenie warstw, składających zagłębia węglowe, niż to, w jakiem te warstwy były osadzone. Siła ta w dobie obecnej także jest czynną a jednym z jej objawów są trzęsienia ziemi, wywołujące bardzo znaczne zmiany na jej powierzchni.

Przecięcie, o którem mówimy, pokazuje nam prócz tego inne jeszcze, niemniej ważne zjawisko, mianowicie to, że nieprawidłowości, jakie zachodzą w budowie wewnętrznej zagłębia węglowego, wcale nie ujawniają się na powierzchni ziemi, która jest zupełnie równą na całej przestrzeni tego zagłębia. Nie ulega wątpliwości, że powierzchnia ziemi w tem miejscu inaczej przedtem wyglądać musiała i że przy obniżaniu się, gięciu i łamaniu warstw zagłębia, na powierzchni ziemi musiały się tworzyć nierówności, to jest tam, gdzie widzimy warstwy obniżone, musiały przedtem istnieć zagłębienia, tam zaś, gdzie warstwy są podniesione, powierzchnia ziemi tworzyła dawniej wyniosłości.

Kopalnie węgla kamiennego w Dąbrowie. – Pochylnia do spuszczania wagoników na odkrywce w Dąbrowie.

Jeżeli wszystkie te nierówności znajdujemy teraz zupełnie zrównanemi, wyniosłości zniesionemi, zagłębienia zapełnionemi — to możemy się domyślać istnienia pewnych

Mapa Dąbrowskiego Zagłębia węglowego.

czynników, które spowodowały te przemiany na powierzchni ziemi. Takiemi czynnikami są: rozkład mas kamiennych pod wpływem wilgoci i powietrza, oraz działanie płynącej wody na te rozkładające się masy. W samej rzeczy nie ma tak mocnej skały, nie ma tak twardego kamienia, któreby pod wpływem tych czynników nie ulegały powolnemu rozkładowi i zniszczeniu.   Podobnie jak ściany naszych budowli, nawet z najwytrzymalszych materyałów zrobione, ulegają powolnemu zniszczeniu i bez naprawy po pewnym czasie w gruzy się rozsypują, tak samo wszystkie przyrodzone skały i kamienie ulegają powolnemu rozkładowi i pokrywają się cienką powłoką, złożoną z rozkruszonych cząstek, które woda spadająca z deszczem i spływająca po powierzchni ziemi, porywa i unosi.

Przecięcie Zagłębia Dąbrowskiego z północy na południe.

Najbardziej strome skały zamieniają się pod wpływem tych czynników w łagodne pochyłości, które w końcu pokrywają się grubą, mięką powłoką, stanowiącą ziemię roślinną. Mówiąc o tworzeniu się zagłębi węglowych, widzieliśmy jakie to olbrzymie masy piasku i gliny woda płynąca przynosi do mórz i jezior; teraz dowiadujemy się, zkąd się biorą te masy a wiedząc co się z niemi dzieje nie wątpimy, że nawet bardzo znaczne wyniosłości na powierzchni ziemi, mogły być zniszczone i spłukane przez wodę, tak że śladu po nich nie pozostało. Nie powinniśmy jednak zapominać o tem, że jak osadzanie się warstw na dnie morza lub jeziora, tak i niszczenie wyniosłości na lądzie idzie bardzo powoli i że tylko niezmiernie długi czas trwania tych przemian sprowadza tak olbrzymie skutki, jakie widzimy.

Wydobywanie węgla. Od tej odległej przeszłości, w której się tworzył węgiel kamienny, przejdziemy do teraźniejszości i rozpatrzymy sposoby, jakich człowiek używa, aby wydobyć ukryte w ziemi bogactwa.

Wydobywanie węgla wymaga przedewszystkiem przeprowadzenia szybu, to jest głębokiej i obszernej studni, która dochodzi do pokładu, przecinając   wszystkie warstwy nad nim leżące. Głębokość tego szybu zalety od głębokości, na jakiej znajduje się węgiel: w Dąbrowie wynosi ona zwykle 200 do 300 metrów; w Belgii i Anglii bywa dużo większą i często dochodzi do 600 lub nawet 700 metrów. Ponieważ ściany studni zwykle nie są dość mocne, aby przez dłuższy czas bez zawalenia utrzymać się mogły, więc je obmurowują lub wykładają drzewem. Doszedłszy do pokładu węgla, który zwykle bywa nieco nachylony, prowadzą w nim najpierw dwa tak zwane chodniki główne, to jest obszerne galerye, idące poziomo w dwie przeciwne strony od szybu. Ściany i sklepienie tych chodników rzadko bywają dostatecznie mocne i dlatego podpierają je za pomocą drewnianych słupów i belek. Głownem narzędziem górnika jest kilof, nieco podobny do siekiery z tą tylko różnicą, że na końcu nie ma płaskiego, szerokiego ostrza, lecz wązkie, spiczaste. Za pomocą tego narzędzia górnik wcina się głęboko w węgiel w dolnej części pokładu a potem odwala górną część za pomocą klinów i młota. Jeżeli węgiel bardzo jest twardy, jak to ma miejsce w Dąbrowie, górnik wierci w nim dziury, za pomocą żelaznego dłuta, nabija je prochem, zapala i rozsadza węgiel, w taki sam sposób, w jaki rozsadzają się twarde kamienie. Nieodstępna towarzyszką górnika przy pracy jest lampa, która rozświeca ciemności, jakie panują pod ziemią i którą on albo zawiesza na ścianie chodnika, albo przytwierdza sobie do kapelusza.

Przekopanie jednego tylko szybu nie wystarcza jednak do prowadzenia robót górniczych pod ziemią, gdyż nie daje jeszcze możności odświeżania powietrza, które w kopalni bardzo prędko się psuje, w skutek oddychania ludzi palenia światła, używania prochu, lub w skutek wydzielania się duszących gazów z samego węgla i dlatego bezustannie odnawianem być musi. Niezbędnym więc warunkiem prowadzenia robót podziemnych jest przewietrzanie kopalni, które się osiąga w ten sposób, że się przekopuje nie jeden, lecz dwa szyby, urządzone tak, że jednym z nich powietrze schodzi na dół i przeszedłszy wszystkie chodniki, przeprowadzone w pokładzie i łączące oba szyby, podnosi się drugim szybem do góry. Ten drugi szyb musi być ogrzanym, za pomocą ognia lub pary i działa tak samo jak zwykły komin, wywołując prąd powietrza do góry. Niezawsze jednak takie naturalne przewietrzanie wystarcza do oczyszczenia powietrza w całej kopalni, szczególniej jeżeli w nich jest bardzo wiele krętych i wązkich chodników, co ma miejsce często w cienkich i nieprawidłowych pokładach, lub jeżeli sam węgiel wydziela bardzo wiele szkodliwych gazów. Wtedy urządzają sztuczną wentylacyę, za pomocą olbrzymich wentylatorów, po kilka metrów średnicy mających i obracanych szybko przez potężne maszyny parowe. Wentylatory wpychają z ogromną siłą powietrze do jednego szybu, zakrytego u góry; powietrze to rozchodzi się po wszystkich chodnikach, zabiera ztamtąd szkodliwe gazy i dymy i wychodzi drugim szybem do góry.

Główne poziome chodniki, ciągną się nieraz na kitka wiorst w obie strony od szybu. Prostopadle do nich prowadzą się w pewnych odstępach chodniki poprzeczne, idące pochyło, tak samo jak pokład węgla i łączą się znowu z innemi podłużnemi chodnikami, przeprowadzonemi coraz to na wyższych poziomach. Wszystkiemi temi chodnikami pokład zostaje podzielony na prostokątne części, zwane filarami, z których następnie wydobywa się węgiel, zaczynając od najdalszych i zbliżając stopniowo do szybu. Dopóki w kopalni prowadzą się tylko chodniki, stanowiące niejako przygotowanie do właściwego wydobywania węgla, to warstwy kamienne, leżące bezpośrednio na pokładzie opierają się po części na pozostających filarach węgla, po części na słupach drewnianych, postawionych w chodnikach, skoro jednak zaczną się wyjmować filary, wtedy drzewo samo nie jest w stanie wytrzymać ogromnego ciśnienia warstw na niem spoczywających i łamie się a warstwy te zapadają się, napełniając swemi odłamami przestrzeń pozostałą po wydobyciu węgla. To też wyjmowanie filarów, szczególniej wtedy, kiedy one się kończą, jest najniebezpieczniejszą ze wszystkich robót górniczych i pociąga za sobą najwięcej wypadków, w skutek przedwczesnego zawalenia się górnych warstw, zanim górnicy zdołają wyjąć wszystek węgiel i opuścić zagrożone miejsce. We wszystkich chodnikach, jakiemi przecięty jest pokład węgla kładą się szyny a po nich chodzą małe wagoniki, któremi węgiel ze wszystkich robót dowozi się za pomocą ludzi lub koni pod szyb i tam zostaje podniesiony do góry na powierzchnię.

Wyciąganie węgla. Podnoszenie węgla do góry odbywa się w ten sposób, że w szybie na dwóch grubych linach, skręconych z drutów metalowych, zawieszone są dwie wielkie żelazne klatki, jedna obok drugiej, każda na oddzielnej linii, ale klatki mogą się opuszczać i podnosić w szybie za pomocą machiny parowej, umieszczonej na powierzchni i urządzonej tak, że kiedy jedna klatka schodzi na dół, druga podnosi się do góry i na odwrót. Skoro jedna klatka opuści się na spód szybu, wtaczają na nią wagonik naładowany węglem a równocześnie na drugą klatkę, znajdującą się na wierzchu szybu nad ziemią, wtaczają inny próżny wagonik; na dany znak maszynista puszcza w ruch maszynę i dolna klatka podnosi się do góry a górna schodzi na dół. Kiedy klatka z pełnym wózkiem dojdzie do wierzchu szybu, maszynista zatrzymuje maszynę; z klatki tej spychają pełny wózek i wtaczają próżny a przez ten czas z dolnej klatki spychają próżny wózek i wtaczają inny, pełny. Potem znowu puszczają maszynę w odwrotnym kierunku i tak dalej.

Podnoszenie klatek odbywa się z bardzo znaczną szybkością i trwa nie więcej jak jedną minutę w szybie, głębokim nawet na kilkaset metrów. Często używają bardzo wielkich klatek, które mogą zabierać po 2 lub nawet 4 wózki węgla naraz, a że każdy wózek zawiera 5 do 7 korcy, więc co minutę można podnosić 20 do 30 korcy, w przeciągu zaś jednego dnia roboczego, mającego 12 godzin, czyli 720 minut, można wydobyć 15 do 20 tysięcy korcy węgla. W tych samych klatkach odbywa się spuszczanie górników do kopalni rano i wyciąganie ich ztamtąd wieczorem po skończonej robocie. Wchodzą oni do klatki po kilkunastu naraz ze swemi lampkami i przeżegnawszy się, znikają w podziemnej otchłani, z której często niejeden z nich już żywym nie wyjdzie.

Węgiel wydobyty na powierzchnię, przechodzi jeszcze przez tak zwaną sortownię, złożoną z kilku następujących po sobie ruchomych krat różnej szerokości, przez które węgiel się przesiewa i dzieli stosownie do wielkości kawałków na kilka gatunków: gruby, kostkowy, orzechowy, groszkowy, używanych do różnych celów przemysłowych. Jeżeli węgiel wychodzi z kopalni nieczysty, zmieszany z kawałkami kamienia lub ziemią, to oprócz sortowni przechodzi jeszcze przez płuczkę, w której za pomocą płynącej wody oddziela się kamień od węgla na tej zasadzie, że węgiel, jako lżejszy, bywa łatwiej unoszony przez wodę niż cięższy kamień, który pozostaje na miejscu. Ważną przeszkodę przy eksploatacyi kopalń stanowi woda, która wszędzie znajduje się pod ziemią. W miarę posuwania się chodnikami po pokładzie węgla, ze wszystkich szpar i szczelin sączy się, kapie a często nawet i strumieniami wytryska; trzeba ją bezustannie z kopalni usuwać, gdyż inaczej w prędkim czasie całąby zapełniła. W tym celu, na spodzie szybu, dokąd spływa woda po chodnikach z całej kopalni, stawiają potężne pompy, poruszane za pomocą machin parowych i wypychające wodę do góry przez rury żelazne, pionowo w szybie ustawione. Na powierzchni woda ta odpływa do najbliższych strumieni umyślnie przekopanemi rowami.

Ciężką jest praca górnika. Całemi dniami nie widzi od światła dziennego, przebywa głęboko pod ziemią w ciemności, przy słabem tylko świetle kopcącej lampy, oddychając nieraz ciężkiem, zanieczyszczonem przez dym, kopeć i gazy powietrzem. Jeżeli pokład węgla jest gruby, to chodniki i filary są obszerne, wysokie i górnik może w nich swobodnie się poruszać; w cienkich jednak pokładach tylko ważniejsze chodniki, po których przewożą węgiel, prowadzone są wysoko; poboczne zaś i filary są nieraz tak nizkie, że trzeba po nich chodzić na klęczkach lub nawet czołgać się. Jeżeli do tego dodamy wodę, która z góry kapie na głowę a z dołu tworzy błoto na spodzie chodników, nareszcie gorąco, jakie panuje w głębokich kopalniach, będziemy mieli miarę ciężkich warunków, w jakich górnik wykonywa swoją mozolną i niebezpieczną pracę.

Gorąco w kopalniach powstaje z kilku przyczyn, z których pierwszą jest znaczna głębokość tychże. Wiadomą jest rzeczą, ze im głębiej zapuszczamy się pod ziemię, tem wyższą spotykamy temperaturę. Niezliczone obserwacye, robione w bardzo wielu kopalniach na całej kuli ziemskiej, przekonały, że mniej więcej na każde 40 metrów głębokości, temperatura wzrasta o 1 stopień Réaumura. Z tego powodu w wielu kopalniach w Anglii i Belgii, których głębokości wynosi 600 lub 700 metrów temperatura dochodzi do 25 stopni Réaumura i więcej, co jest już bardzo uciążliwą rzeczą dla górników ciężko pracujących fizycznie. Najwyższa temperatura, przy jakiej z wielkim wprawdzie wysiłkiem, praca jest jeszcze możliwą, wynosi 35 stopni Réaumura i odpowiada głębokości 1,200 metrów. Pomimo tego więc, iż poniżej tej głębokości znajdują się jeszcze bardzo bogate pokłady węgla nie będą one nigdy mogły być użytemi przez człowieka, który przeniknąć do nich nie będzie w stanie. Drugą przyczyną znacznego ciepła w kopalniach, jest własność węgla sproszkowanego — pochłaniania i zgęszczania powietrza w swojej masie, przy czem następuje bardzo znaczne podwyższenie temperatury, doprowadzające nawet do zapalania się miałkiego węgla. Ponieważ w każdej kopalni znajduje się bardzo wiele miału węglowego, pozostałego po wydobyciu węgla, który nieraz wcale nie może być usuniętym, z powodu przedwczesnego zawalenia się filarów, więc druga przyczyna ciepła w kopalniach istnieje prawie wszędzie. Innem ciałem, które także w wysokim stopniu przyczynia się do podwyższenia temperatury w kopalniach, jest tak często w węglu spotykany żółty, błyszczący, nieco do złota podobny piryt żelazny, przedstawiający związek siarki z żelazem. W wilgotnem powietrzu piryt łączy się z tlenem i z wodą, tworząc koperwas żelazny, a przy tej zamianie, jak w ogóle przy każdem połączeniu chemicznem, wywiązuje się bardzo wiele ciepła. Z przyczyn tych powstaje często samozapalanie się węgla, które wywołuje bardzo groźne pożary w kopalniach. Pożary te nietyle są szkodliwe ze względu na ogień, który szerzą, gdyż ten rzadko bywa tak gwałtownym, jak przy przeszłorocznym pożarze kopalni Mortimer, o którym dalej obszerniej mówić będę, ile przez wywiązywanie z węgla duszących gazów, które się rozchodzą po całej kopalni, czynią niemożliwym w niej pobyt górnika i zmuszają go do zaprzestania robót nieraz na długie lata. Z pożarami kopalń walczą nietyle wodą, ile utrudnianiem dostępu powietrza do miejsc przez ogień zajętych, zamurowując w poprzek grubemi tamami wszystkie chodniki zajęte przez ogień i oddzielając je w ten sposób szczelnie od reszty kopalni. Bez dostępu powietrza ogień wygasa powoli sam przez się a wydobywające się z węgla gazy nie mogą przenikać po za przegrody i nie zanieczyszczają powietrza w innych częściach kopalni.

Jeszcze groźniejszemi niż pożary są wybuchy gazów palnych, zawartych w węglu i wydzielających się z niego przy wydobywaniu, jakie niestety często zdarzają się w niektórych kopalniach. Widzieliśmy, mówiąc o tworzeniu się węgla, że przy rozkładzie materyj roślinnych pod wodą następuje łączenie się między sobą różnych części składowych tych materyj, głównie węgla i wodoru i że przy tem połączeniu tworzą się różne związki nietylko płynne, lecz i gazowe. Dopóki rozkładające się materye roślinne znajdują się bezpośrednio pod wodą, nieprzykryte żadną mineralną warstwą, to powstające gazy wydzielają się swobodnie i uchodzą w kształcie baniek ponad powierzchnię wody, jak to można widzieć na naszych torfowiskach, z których często wypływają banki tak zwanego gazu błotnego, który można zapalić nad wodą. Skoro jednak rozkładające się materye roślinne zostaną przykryte grubą warstwą piasku i gliny, wtedy gazy wydzielać się nie mogą i pozostają w tworzącym się pokładzie węgla. To też niektóre pokłady są przepełnione gazami, której przy wydobywaniu węgla wypływają z szelestem ze wszystkich jego szczelin. Gazy te mają skład nieco podobny do naszego gazu oświetlającego, są tak samo palne i mają tę samą co nasz gaz własność, tworzą mianowicie z powietrzem mieszaninę, wybuchającą bardzo silnie przy zapaleniu. W kopalniach, w których są gazy, nie można chodzić z odkrytemi lampami, ani używać prochu, gdyż  niezawodnie nastąpiłby niebezpieczny  wybuch. Wydobywanie węgla gazowego, może się dokonywać tylko za pomocą kilofów i klinów, nie przedstawia jednak wielkich trudności, gdyż taki węgiel, zwykle jest mięki. Trudniejszem do rozwiązania zadaniem było takie oświetlenie kopalń, zawierających gazy, któreby nie przedstawiało niebezpieczeństwa dla pracujących tam robotników; długi czas nie umiano sobie radzić, pozostawiając bez eksploatacyi kopalnie węgli gazowych. Dopiero odkrycie, uczynione przez angielskiego chemika Humphry Davy’ego na początku tego wieku rozwiązało to zadanie i pozwoliło górnikowi bezpiecznie się opuszczać do kopalń napełnionych mieszaniną wybuchających gazów. Davy w czasie swych różnorodnych badań w zakresie chemii i fizyki zrobił spostrzeżenie, że jeżeli zwyczajną gęstą siatkę drucianą trzymać w płomieniu lampy, to płomień nie przejdzie na drugą stronę siatki i będzie pozostawał tylko pod siatką. Zauważywszy to, Davy, z właściwą wielkim umysłom bystrością, zrozumiał wielką doniosłość praktyczną tego zjawiska, zbudował na tej zasadzie lampę, zwaną lampą bezpieczeństwa, która świeci bezpiecznie w wybuchających gazach. Lampa ta wygląda jak zwykła mała okrągła latarka z mocnem szkłem cylindrycznem, otoczona naokoło gęstą siatką metaliczną, sprawiającą, że płomień palący się wewnątrz lampy nie może przedostać się na zewnątrz.

Jeżeli z taką lampą wejdziemy do przestrzeni zapełnionej mieszaniną wybuchających gazów, to gazy te przechodzić będą przez siatkę wewnątrz lampy i palić się tam spokojnie płomieniem, który jednak nie będzie mógł przedostać się na zewnątrz siatki. Rozumie się, że nawet z lampą bezpieczeństwa praca górnika nie będzie możliwą w takich miejscach, które zawierają zbyt wielką domieszkę gazów, czyniących niemożliwem oddychanie.

Pomimo wynalazku lamp bezpieczeństwa i pomimo nadzwyczajnej ostrożności, jaka przestrzeganą jest w obchodzeniu się z temi lampami, które górnicy dostają zamkniętemi na klucz przy wejściu do kopalni i nie mogą ich otwierać, wybuchy gazów zdarzają się aż nadto często i pociągają za sobą straszliwe klęski. U nas w Dąbrowie na szczęście

Kopalnie węgla kamiennego w Dąbrowie – Roboty górnicze.

wcale ich nie bywa, gdyż węgiel nasz jest suchy i gazu z siebie nie wydziela, ale na Szląsku Austryackim, w Belgii a szczególniej Anglii, gdzie są węgle tłuste, wybuchy gazów zdarzają się często. Wybuch gazu w jednem miejscu kopalni wytwarza straszliwy prąd powietrza we wszystkich chodnikach, który lamie i druzgocze podparcia, przewraca i zabija ludzi. Za nim idzie ogień, gazy i dymy duszące, które jeszcze powiększają zniszczenie. Bywają wybuchy, przy których wszyscy pracujący w kopalni robotnicy tracą życie przez przywalenie, uduszenie lub spalenie. Przed trzema laty w Karwinie na Szląsku Austryackim miał miejsce wybuch gazów, przy którym przeszło 200 ludzi utraciło życie.

Pomimo tak ciężkiej pracy, pomimo tylu niebezpieczeństw, górnicy lubią swoją kopalnię i chętnie się spuszczają pod ziemię. Jak wszyscy ludzie pracujący w zawodach niebezpiecznych i wystawieni na wypadki żywiołowe, tak i górnicy są nader przesądni i zaludnili kopalnię dobremi i złemi duchami, mającemi wygląd starych brodatych karzełków, których się obawiają i starają ich nie obrazić.  Największą obrazą duchów podziemnych jest głośne gwizdanie w kopalni, za które zuchwalca na pewno spotka kara w postaci zwalenia się na niego kamienia, wybuchu gazu, lub innego wypadku. Najstarszym z duchów jest skarbnik, siedzący w najodleglejszym zakątku kopalni i pilnujący tam nieprzebranych skarbów złota, srebra i drogich kamieni. Legendy te powstały bezwątpienia pod wpływem pewnej tajemniczej obawy, jaką przejmuje człowieka samotny pobyt w kopalni. W głównych chodnikach, po których przewozi się węgiel, panuje nieustanny ruch i hałas, ale za to w oddalonych zakątkach zalega głęboka cisza, przerywana tylko słabym odgłosem spadających kropel wody i szmerem przebiegającego szczura, jedynego stałego mieszkańca kopalni. Tajemniczości tej ciszy dopełnia głęboka ciemność, a słabe światło lampki wytwarza fantastyczne kształty przedmiotów. Zdala dochodzą przyciszone odgłosy, stukania kilofów, słaby turkot wagoników, toczących się po szynach a kiedy niekiedy głuchy wystrzał przy rozsadzaniu węgla, odbijający się kilkakrotnem, coraz to cichszem echem po krętych chodnikach. Górnicy są po większej części bardzo pobożni i codzień, rano i wieczór, przed wejściem do kopalni i po wyjściu z niej modlą się wspólnie i śpiewają pieśni przed obrazem swojej patronki św. Barbary, uroczystość której przypadająca 4-go grudnia, jest największem świętem górników. W tym dniu są oni zwolnieni od roboty, idą wspólnie z muzyką i chorągwiami do kościoła, gdzie się odprawia uroczyste nabożeństwo i otrzymują obfity poczęstunek od właścicieli kopalni, po którym następuje zabawa i tańce.

Zagłębie Dąbrowskie. Nasze Dąbrowskie zagłębie węglowe stanowi część daleko obszerniejszego zagłębia, rozpostartego przeważnie ku zachodowi w górnym Szląsku. Całe to zagłębie górnoszlązkie, razem z naszem ma sześć mil długości z zachodu na wschód i trzy mile szerokości z północy na południe. Przeważna część jego, bo 6/10 znajduje się w Szląsku, 3/10 u nas, a 1/10 w Galicyi, w obrębie księztwa Krakowskiego. Część leżąca w naszym kraju ma dwie mile długości z zachodu na wschód i 1 1/2 mili największej szerokości z północy na południe i jak widać na mapie, odcięta jest z południa i zachodu granicami kraju, z trzeciej strony od północo-wschodu linią przechodzącą z Pnz. ku Pdw. nieco na północ od Dąbrowy. Podobnie jak wszystkie inne zagłębia węglowe i nasze zbudowane test z całego szeregu leżących jedne nad drugiemi warstw łupku gliniastego, piaskowca i węgla kamiennego. Jeżeli wyobrazimy sobie to zagłębie przeciętem pionową płaszczyzną, przechodzącą od Dąbrowy na północy, do Modrzejowa na południu, to otrzymamy na tej płaszczyźnie przecięcia obraz przedstawiony na rysunku. Uderza nas tu przedewszystkiem jeden potężnej grubości pokład węgla kamiennego, który kilka razy falisto jest wygiętym. W północnej części zagłębia wzdłuż górnej grubej linii, pokład ten znajduje się prawie na powierzchni ziemi pod przykryciem zaledwie kilkumetrowej warstwy piasku lub gliny. Miejsce to nazywa się wychodnią pokładu, który tu niejako wychodzi z pod ziemi na powierzchnię. W kierunku południowym pokład pochyla się coraz głębiej pod ziemię, dochodzi do największej głębokości, mniej więcej czterysta metrów wynoszącej koła wsi Zagórza i potem zaczyna się przybliżać do powierzchni, na którą znowu wychodzi, na południe od wsi Sielce, wzdłuż drugiej wychodni oznaczonej przez drugą grubą linię. Na południe od tej linii, na pewnej przestrzeni niema wcale tego pokładu, ale znajdujemy go dalej znowu pod samą powierzchnią, wzdłuż trzeciej wychodni, oznaczonej przez trzecią ząbkowaną linię, począwszy od której pochyla się on znowu coraz dalej pod ziemię w kierunku południowym. Widzimy więc tutaj takie same faliste wygięcia pokładu węgla jak te, o których już przedtem wspominałem. Między północną a środkową wychodnią pokład tworzy olbrzymie koryto, mając prawie milę szerokości z północy na południe, a ciągnące się na wschód i na zachód daleko poza granice mapy. Między drugą a trzecią wychodnią niema wprawdzie pokładu węgla, ale wszystkie warstwy piaskowca i łupku gliniastego, leżące poniżej tego pokładu, są w kształcie sklepienia do góry wygięte, tworząc tak zwane w górnictwie siodło, ciągnące się z zachodu na wschód, równolegle do poprzedniego koryta.

Ten gruby pokład węgla, którego przebieg oznaczony jest na mapie, posiada bardzo wielką, bo około 10 metrów wynoszącą grubość, która miejscami powiększa się do 15 a nawet 20 metrów. Jestto rzeczywiście wyjątkowo wielka, w żadnem innem zagłębiu niespotykana grubość pokładu węgla. Ten gruby pokład w zagłębiu Dąbrowskiem nazywa się pokładem Reden, od nazwiska hr. Redena, pruskiego naczelnika górnictwa, który pierwszy założył tu kopalnie węgla wtedy, kiedy ta część kraju należała czasowo do Prus, przy końcu przeszłego i na początku bieżącego wieku. Zarówno pod grubym pokładem jak i nad nim leżą tak samo powyginane warstwy piaskowca i łupku gliniastego a między niemi jeszcze kilkanaście cienkich pokładów węgla, od pół metra do trzech metrów grubości mających. Pokłady te dzielą się na dwie grupy górną czyli tak zwaną nadredenowską i dolną — podredenowską.

Kopalnie dąbrowskie. Wspomniałem już przedtem, że początek wydobywania węgla kamiennego w zagłębiu dąbrowskiem, datuje się od końca przeszłego wieku. Z początku prowadzonem ono było na bardzo małą skalę, na niewielkiej głębokości, niedaleko wychodni pokładu Reden, zapomocą tak zwanej odkrywki.  Przy takim sposobie wydobywania zdejmowano wszystkie warstwy kamienne, pokrywające pokład, przez to odkrywano węgiel, który wyjmowano pod gołem niebem, tak jak kamień w łomie. Jako ślady tej roboty odkrywkowej można dotąd widzieć w Dąbrowie obszerne i głębokie doły, ciągnące się w kierunku wychodni pokładu Reden, a obok nich również wielkie nasypy, tak zwane hałdy, powstałe z nasypania ziemi i kamieni, zdjętych z nad węgla. Niektóre z tych dołów są suche, inne, napełnione wodą, tworzą obszerne i głębokie sadzawki. Obecnie eksploatacya na odkrywkę bardzo mało się praktykuje w Dąbrowie i wszystkie kopalnie miejscowe wydobywają węgiel za pomocą szybów i robót podziemnych.

Większy rozwój kopalń węgla w zagłębiu dąbrowskiem nastąpił za czasów Królestwa kongresowego, przed rokiem 1830, kiedy świeżo założony Bank polski rozwinął energiczną działalność około podniesienia przemysłu krajowego. W tym czasie powstały w Dąbrowie istniejące do dziś dnia kopalnie węgla i huta żelazna, tak zwana Huta bankowa. Oba te zakłady przeszły po roku 1840 na własność rządu a obecnie znajdują się w dzierżawie u prywatnych towarzystw francuzkich. Znaczne ożywienie się eksploatacyi węgla nastąpiło około roku 1850 po zbudowaniu drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej. W każdym razie w porównaniu z dzisiejszą chwilą, produkcya kopalń była wówczas bardzo niewielką gdyż nawet w dwadzieścia lat później, koło roku 1870 wydobywano w całem zagłębiu dąbrowskiem nie więcej jak dwa miliony korcy węgla. Prawdziwie olbrzymi rozwój kopalnictwa węglowego zaczął się u nas po roku 1870. Pierwszą przyczyną tego ożywienia było wydanie nowego prawa górniczego, które pozwoliło na wydobywanie węgla nietylko na własnych ale i na cudzych gruntach i zachęciło kapitalistów do zakładania kopalń w Dąbrowie; niestety byli to prawie wyłącznie kapitaliści zagraniczni. Drugą przyczyną było ogólne szybkie podniesienie się przemysłu w kraju, kiedy przywóz towarów zagranicznych utrudnionym został przez stanowienie wysokich ceł wwozowych; w skutek tego powstały ogromne fabryki, przeważnie cudzoziemskie, głównie w Łodzi i Sosnowicach. Powiększenie produkcyi węgla od roku 1871 szło bardzo szybko, tak iż w roku 1880 wydobyto w zagłębiu dąbrowskiem 15 mil. a w r. 1890 już 25 milionów korcy węgla.

Dąbrowa. W samej Dąbrowie, na miejscu dawnej kopalni rządowej, znajduje się wielka kopalnia „Paryż”, należąca do towarzystwa francuzko-włoskiego, produkująca do 18,000 korcy węgla dziennie. Część pokładu, eksploatowana przez tę kopalnię, odznacza się nadzwyczajną, bo do 20 metrów dochodzącą grubością, którą widzieć można jako czarną, pionową ścianę w olbrzymiej odkrywce, założonej na wychodni pokładu, nietyle dla wydobywania węgla, ile dla otrzymania kamienia, używanego do tak zwanej podsadzki, to jest do zapełniania podziemnych przestrzeni, pozostałych po wyjęciu węgla. Towarzystwo bowiem francuzko włoskie eksploatuje węgiel ulepszonym sposobem, wprawdzie trudniejszym i droższym, od sposobu używanego na innych kopalniach w zagłębiu dąbrowskiem, ale zato daleko bezpieczniejszym dla robotników i umożliwiającym wydobycie całej ilości węgla z pod ziemi, co przy tak znacznej grubości pokładu jak w Dąbrowie, stanowi bardzo trudne zadanie. Przy tym sposobie eksploatacyi, pokład wybiera się nie w całej grubości odrazu, lecz cieńszemi poziomemi warstwami, zaczynając od dołu, a puste przestrzenie, pozostałe po wyjęciu węgla zakładają się, czyli jak mówią górnicy, „zasadzają” kamieniami i ziemią. Ponieważ pokład jest pochyły, więc wydobyty węgiel spuszcza się po chodnikach pochyłych idących w pokładzie, na dół do szybu, który znajduje się w najniższym poziomie eksploatowanej części pokładu, a podsadzka wyłamuje się na odkrywce, w najwyższej części pokładu i spuszcza się także po chodnikach pochyłych w te miejsca, z których przedtem wydobyto węgiel.

Zagórze. O parę wiorst na wschód od kopalni francuzkiej, niedaleko wsi Zagórze, znajduje się; przy tej samej wychodni grubego pokładu druga znaczna kopalnia „Ignacy” albo „Mortimer”, stanowiąca własność tak zwanego towarzystwa sosnowickiego, które zastąpiło poprzednią firmę właściciela „von Kramsta”. Nazwisko tej kopalni było przed rokiem na ustach wszystkich, z powodu groźnego pożaru, jaki się tam szerzył w przeciągu kilku tygodni. Przed pożarem tym sposób prowadzenia robót na tej kopalni był zupełnie inny, niż na kopalniach francuzkich w Dąbrowie i polegał na tem, że filary węgla wyjmowano odrazu na całej grubości pokładu, a próżnych przestrzeni, pozostałych po wyjęciu węgla, niczem nie zakładano. Trzymały się one dopóty, dopóki słupy drewniane, jakie tam stawiano przy wyjmowaniu filarów, wytrzymywały ciśnienie warstw na nich leżących; następnie zawalały się, a zawaliska te z powodu bardzo znacznej grubości pokładu dochodziły do powierzchni ziemi, tworząc na niej obszerne i głębokie doły. Ten sposób prowadzenia robót w kopalniach eksploatujących gruby pokład węgla, jakkolwiek tańszy od francuzkiego jest jednak bardzo niebezpiecznym z powodu, że długie drewniane podpory nie wytrzymują często olbrzymiego ciśnienia, łamią się przed zupełnem wydobyciem węgla i sprowadzają przedwczesne zawalenie się górnych warstw, z których spadają olbrzymie kamienie i przygniatają robotników. Oprócz tego przy takiem przedwczesnem zawaleniu się nie zupełnie jeszcze wyjętego filara, pozostaje niewyjętą i nazawsze straconą zaczna ilość węgla, który krusząc, się i mieszając z kamieniami, tworzy miał, zapalający się z biegiem czasu i sprowadzający pożary. Takiej to wadliwej eksploatacyi przypisać należy przeszłoroczny pożar, który zniszczył przeszło milion korcy węgla i był przyczyną kilkomiesięcznego zatrzymania kopalni „Mortimer”, która i teraz jeszcze, w rok po pożarze, produkuje zaledwie połowę tego co dawniej. Pożar powstał w najwyższej części kopalni wzdłuż odkrywki, w której wybrana była cała wychodnia pokładu. Wnętrze kopalni było połączone z odkrywką wieloma chodnikami, co ułatwiło dostęp powietrza, tak że kiedy w jednem miejscu pokazał się ogień, nie można było go odgrodzić i pożar rozprzestrzenił się z nadzwyczajną szybkością po całej górnej części kopalni. Przez kilka tygodni olbrzymie płomienie wydobywały się wszystkiemi otworami, łączącemi wnętrze kopalni z odkrywką i oświecały okolicę na kilka wiorst w około. W najniższej części kopalni znajduje się szyb, który stanowi drugie jej połączenie z powierzchnią. Na szczęście prąd powietrza szedł przez kopalnię w ten sposób, że wchodził na dół szybem do najniższej jej części, następnie podnosił się coraz wyżej pochyłemi chodnikami idącemi po pokładzie i wychodził przez odkrywkę w najwyższej części kopalni, unosząc z sobą dym i gazy powstałe z pożaru. Ta okoliczność umożliwiła ratunek, gdyż wnętrze kopalń, otrzymywało z szybu świeże powietrze, dzięki któremu można było dostać się pochyłemi chodnikami w górę prawie do samego miejsca pożaru i zamurować te chodniki, a tem samem powstrzymać przeciąg powietrza. Przy tej robocie nie obeszło się jednak bez wypadku i czterech ludzi, którzy się nadto zbliżyli do ognia, znalazło śmierć w duszących rozpalonych gazach. Po zatrzymaniu dostępu powietrza z dołu, ogień wygasał powoli sam przez się i został ostatecznie stłumionym przez zasypanie otworów, łączących wnętrze kopalni z odkrywką. Kopalnia „Mortimer” obecnie już jest czynną, ale nie daje jeszcze tej ilości węgla, co przedtem, bo tylko 4,000 do 5,000 korcy dziennie.

Niemce. Około tej samej wychodni grubego pokładu, jeszcze dalej ku Pdw. leżą dwie kopalnie: „Kazimierz” i „Feliks”, o których przedewszystkiem da się powiedzieć to, że stanowią wyjątek między wielkiemi kopalniami dąbrowskiemi i należą nie do cudzoziemców, lecz do tak zwanego Warszawskiego Towarzystwa, założonego przez krajowych kapitalistów. Obie te kopalnie razem wydobywają 12,000 korcy węgla dziennie.

Sielce, Niwka. W południowej części zagłębia wzdłuż dwu innych wychodni grubego pokładu, oznaczonych na mapie, znajdują się kopalnie hrabiego Renarda w Sielcu, produkujące około 10,000 korcy węgla dziennie i największa ze wszystkich kopalnia „Rudolf” w Niwce, która daje sama jedna przeszło 20,000 korcy dziennie i należy tak samo jak kopalnia „Mortimer” do Towarzystwa Sosnowickiego.

Milowce, Czeladź. W południowo-zachodniej części naszego zagłębia są jeszcze trzy kopalnie węgla: „Milowice”, „Czeladź” i „Saturn”. Ta część zagłębia odróżnia się od pozostałych pewnemi cechami, o których wspomnieć wypada. Zamiast jednego pokładu węgla kilkunastometrowej grubości, mamy tutaj dwa pokłady od sześciu do ośmiu metrów grube, leżące jeden nad drugim i oddzielone od siebie kilkunastometrową warstwą łupku gliniastego. Im dalej posuwamy się na wschód, tem warstwa kamienia, rozdzielająca te dwa pokłady węgla, staje się cieńszą a koło Sielca łączą się one w jeden gruby pokład. Im dalej na zachód, tem ta warstwa kamienia staje się grubszą, a po za granicami naszego kraju, na Szlązku, każdy z tych dwóch pokładów znów się rozdziela na dwa, tak że tam znajdują się cztery, leżące nad sobą pokłady węgla, jeszcze mniejszej grubości. W południowo-zachodniej części naszego zagłębia pokłady węgla nigdzie nie wychodzą na powierzchnię ziemi i pokryte są wszędzie grubą warstwą piaskowca i wapienia, które się utworzyły daleko później, aniżeli warstwy węgla, w innej zupełne epoce, czyli, mówiąc naukowo; należą do innej nowszej, formacyi geologicznej. Te wierzchnie piaskowce i wapienie są popękane a szczelinami dostaje się z łatwością woda z doliny poblizkiej rzeczki Brynicy, stanowiącej w tem miejscu zachodnią granicę kraju. W skutek tego szyby, przechodzące przez te górne warstwy, sprowadzają do kopalń bardzo wiele wody a jeszcze więcej dostaje się jej tam w skutek zawalisk, powstałych po wydobyciu węgla i dochodzących do samej powierzchni ziemi. To też kopalnie, znajdujące się w tej części zagłębia, mają do zwalczenia bardzo znaczny przypływ wody, który nie zawsze są w stanie przezwyciężyć, jak to miało miejsce z kopalnią w Milowicach, która przed kilkoma miesiącami została zalana przez wodę i musiała zaprzestać na długi czas wydobywania węgla. Wspominałem już, że w celu usunięcia wody z kopalni służą wielkie pompy, poruszane za pomocą pary. Taka pompa składa się z dwóch części: z maszyny parowej, która spełnia tę samą czynność, co człowiek, pompujący wodę ze studni, to jest daje siłę, i z właściwej pompy, tak samo zbudowanej jak zwykłe pompy studzienne, bez porównania wszakże większej. Stosunek tych pomp do siebie jest taki, że jeżeli jeden człowiek zwyczajną studzienną pompą jest w stanie wyciągnąć 15 kwart wody na minutę, z głębokości 10 metrów, to pompa kopalniana podnosi 10, 15, 20 i więcej tysięcy kwart na minutę, z głębokości 200 lub 300 metrów.

Dobrze urządzona kopalnia powinna mieć przynajmniej dwie pompy takiej siły, by każda była w stanie sama jedna przezwyciężyć cały przypływ wody do kopalni, dlatego, aby w razie zepsucia się jednej pompy, druga mogła być czynną.  Na kopalni Milowickiej, należącej do wrocławskich kapitalistów, warunek ten nie był dopełnionym i dlatego po zepsuciu się jednej pompy, druga nie była w stanie wyciągnąć wszystkiej wody, co spowodowało zalanie kopalni. Nie pozostaje teraz nic innego, jak postawienie trzeciej pompy, tak mocnej jak obie poprzednie razem wzięte. I istotnie przygotowują się w Milowicach do postawienia takiej pompy, która będzie dawała 25 metrów kubicznych, czyli 25,000 kwart wody na minutę. Ustawienie jednakże tej nowej pompy i zupełne osuszenie kopalni potrwa zapewne więcej niż rok, a przez ten czas kopalnia Milowicka, która wydobywała 7,000 korcy dziennie, pozostanie bezczynną.

W blizkości Milowic znajduje się kopalnia „Czeladź”, należąca do oddzielnego towarzystwa francuzkiego i niedawno otwarta nowa kopalnia „Saturn”, stanowiąca własność księcia Hohenlohego. Każda z tych kopalni daje po 5,000 korcy węgla dziennie.

Jak to już wyżej wspominałem, oprócz grubego pokładu Reden, znajduje się w zagłębiu dąbrowskiem kilkanaście cieńszych pokładów węgla, położonych po części nad, po części pod grubym pokładem i dla tego nazywanych nadredonowskiemi i podredenowskiemi. Górne pokłady zawierają węgiel niezbyt dobry i dlatego mało są eksploatowane, przeciwnie dolne pokłady mają doskonały węgiel, który się wydobywa w dwóch kopalniach „Flora” i „Jan”, położonych na północ od Dąbrowy, niedaleko od wsi Gołonoga i produkujących razem około 6,000 korcy węgla dziennie.

Produkcya wszystkich wyliczonych tu kopalń węgla, razem wziętych wynosi przeszło 800 000 korcy, to jest około 800 wagonów dziennie. Z tej ilości przeszło 250 wagonów pozostaje na miejscu w Dąbrowie, Sosnowicach i Sielcu, i zużywa się przez liczne tutejsze fabryki, huty żelazne, cynkowe i szklane, fabryki maszyn, przędzalnie i fabryki chemiczne; 200 wagonów dziennie idzie do Warszawy, 150 do Łodzi i sąsiednich miast fabrycznych, 100 wagonów biorą drogi żelazne i cukrownie w naszym kraju położone, a około 100 wagonów wywozi się drogą lwangrodzko-Dąbrowską do południowo-zachodniej Rosyi, głównie dla licznych położonych tam cukrowni i do Odessy.

Zapasy węgla. Zobaczmy teraz i postarajmy się obliczyć, jakie są zapasy węgla kamiennego w zagłębiu dąbrowskiem i na jak długo wystarczą one. Przestrzeń, którą zajmuje gruby pokład w naszem zagłębiu, ma 15 wiorst długości i 6 szerokości, wynosi więc 90 wiorst kwadratowych, czyli 90 milionów metrów kwadratowych. Grubość tego pokładu zmienia się od 6 do 20 metrów i można przyjąć, że średnia jego grubość wynosi 10 metrów. Cała więc objętość węgla, zawartego w tym pokładzie na 90 wiorstach kwadratowych, wynosi 900 milionów metrów sześciennych, a ponieważ jeden metr sześcienny daje 10 korcy węgla, więc w grubym pokładzie znajduje się zapas węgla równy 9 miliardom korcy. Z powodu jednak różnych nieprawidłowości pokładu i z przyczyny, że pewne przestrzenie nie będą nigdy mogły być wyeksploatowane, gdyż znajdują się pod dolinami rzek i pod miastami lub wsiami, możemy przyjąć, że tylko 2/3 części tej całej ilości węgla, to jest że 6 miliardów korcy mogą być wydobytemi. Wszystkie zdatne do eksploatacyi cienkie pokłady węgla, razem wzięte, mają grubość pięciu metrów, więc na całej przestrzeni 90 wiorst kwadratowych, zawierają 450 milionów metrów sześciennych, czyli 4 1/2 miliardy korcy węgla. Ponieważ cienkie pokłady są jeszcze bardziej nieregularne, niż gruby pokład, przyjmujemy więc, że tylko połowa całej powierzchni, zajętej przez nie, będzie mogła być wyeksploatowaną, czyli że zapas węgla, jaki się w nich znajduje, wynosi tylko 2 1/4 miliarda korcy. Mamy więc w zagłębiu dąbrowskiem we wszystkich pokładach 8 1/4 miliardów korcy węgla. Jakkolwiek ilość ta zdaje się być bardzo wielką w porównaniu z roczną produkcya węgla w Dąbrowie, wynoszącą 25 milionów korcy, to jednak jeżeli ją porównamy z produkcya węgla na całej kuli ziemskiej, która wynosi przeszło cztery miliardy korcy, okaże się, że zagłębie dąbrowskie wystarczyłoby zaledwie na dwa lata na potrzeby całej ludzkości. Z tej ilości węgla, jaka znajduje się w zagłębiu dąbrowskiem, wydobyto dotąd już około 400 milionów korcy; pozostaje więc do wydobycia jeszcze około ośmiu miliardów. Gdyby produkcya węgla nie zwiększała się w Dąbrowie już wcale i pozostała nadal stale na teraźniejszej wysokości 25 milionów korcy, to nasze zagłębie wystarczyłoby przeszło na 300 lat, ponieważ jednak produkcya ta stale i szybko się powiększa i za lat kilkadziesiąt prawdopodobnie się podwoi, trzeba więc czas ten znacznie skrócić i przyjąć, że węgla w Dąbrowie wystarczy nie więcej jak na lat 200.

Nietylko Dąbrowskie zagłębie czeka w przyszłości zupełne wyczerpanie; to samo musi kiedyś nastąpić we wszystkich najbogatszych nawet zagłębiach węglowych. Obliczono naprzykład, że najbogatszy w węgiel kraj w Europie — Anglia wyczerpie swe bogactwa w przeciągu lat 400-u. Po wyczerpaniu się węgla w Anglii, cała jej olbrzymia działalność przemysłowa skończy się i będzie musiała przenieść się do Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej, lub do Chin, gdzie zapasy węgla są bezporównania większe i wystarczą zapewne jeszcze na parę tysięcy lat. Ludzkość więc długo jeszcze będzie mogła korzystać z węgla kamiennego a paląc go będzie otrzymywać to samo ciepło i światło, tę samą energię, jaką w odległej przeszłości słonce złożyło w roślinach, a która, dzięki zbiegowi sprzyjających okoliczności, została zachowaną w głębi ziemi, jakby w olbrzymim magazynie. Po wyczerpaniu się wszystkiego węgla kamiennego na ziemi, maszyny parowe będą musiały być zastąpione przez inne przyrządy, do wytwarzania siły niepotrzebujące opału. Spodziewać się jednak należy, że zanim ten czas nastąpi, umysł ludzki, niewyczerpany w swych pomysłach, ujarzmi inne siły przyrody i zaprzęgnie je do pracy, tak jak teraz zaprzągł węgiel i wodę do maszyn parowych. Takiemi siłami przyszłości są: ciepło słoneczne, którego olbrzymie ilości giną marnie w pustyniach podzwrotnikowych, przypływ i odpływ morza, lub siła spadającej wody w ogromnych wodospadach. Pośrednikiem w przenoszeniu tych sił na wielkie odległości, do miejsc, w których mają być zużytkowane, będzie elektryczność, przy pomocy której już i teraz człowiek wykonywa prawdziwie cudowne dzieła.