Wykład „O węglu” – Lecture about the coal.

W starym rodzinnym albumie jest szereg zdjęć przedstawiających kopalnie w Dąbrowie Górniczej i ludzi pracujących w nich. Biorąc pod uwagę zawód i zainteresowania pradziadka nie ma w tym nic dziwnego. Niektóre jednak z tych zdjęć – te przedstawiające ludzi, od pierwszego razu, kiedy je zobaczyliśmy, wydawały się nam nienaturalne i ewidentnie pozowane. Zastanawialiśmy się, w jakim celu były zrobione. Pierwszą myślą, jaka przyszła nam do głowy było, że może były to zdjęcia, które pradziadek Stanisław zrobił żeby wykorzystywać je jako pomoce do prowadzenia zajęć w dąbrowskiej Sztygarce. Po latach przez przypadek odkryliśmy ich prawdziwe przeznaczenie. Okazało się, że z pierwszym pomysłem byliśmy blisko prawdy. Zdjęcia rzeczywiście były potrzebne do wykładu, tylko nie w Sztygarce, a z zupełnie innej okazji i miały związek z działalnością innej instytucji bardzo zasłużonej dla rozwoju polskiej nauki.

Zdjęcia z kopalń w Dąbrowie Górniczej pochodzące z rodzinnego albumu.

Kiedy 6 stycznia 1879 r. zmarł dawny rektor byłej warszawskiej Szkoły Głównej Józef Mianowski, jeden z wychowanków Szkoły, matematyk i geograf Filip Sulimierski – jak to napisano później w prasie – podjął myśl godnego uczczenia jego pamięci przez założenie kasy pomocy dla osób, pracujących na polu naukowem. Pomysł został bardzo szybko podchwycony również przez innych i już 22 stycznia 1879 r., w szesnastą rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, odbyło się posiedzenie byłych profesorów i studentów Szkoły, na którym postanowiono wystąpić do władz z wnioskiem o zgodę na założenie Towarzystwa popierania nauki polskiej i nazwać je imieniem Józefa Mianowskiego. Starania trwały przeszło dwa lata i dopiero po przyjęciu bardzo istotnych ograniczeń narzuconych przez władze rosyjskie, nadających nowej instytucji charakter organizacji dobroczynnej, 30 czerwca 1881 r. została oficjalnie zatwierdzona przez ministra spraw wewnętrznych „Ustawa Kasy Pomocy dla Osób Pracujących na Polu Naukowém imienia Józefa Mianowskiego”. Ustawa określała, że Kasa Pomocy Józefa Mianowskiego ma na celu udzielanie zapomóg pieniężnych, jednorazowych lub peryjodycznych, oraz pożyczek osobom pracującym na polu naukowem, lub też osobom, które już poprzednio w tej dziedzinie dały się poznać ze swoich prac naukowych. Zadaniem kasy może być również udzielanie takim osobom środków lub też pożyczek na cele naukowe. Źródłami funduszy kasy mogły być: wkłady założycieli, jednorazowe i coroczne wnioski członków kasy, dobrowolne ofiary na zasilenie kasy oraz wpływy z publicznych prelekcyj, koncertów i widowisk, urządzanych w celu powiększenia funduszów kasy. Osoba zapisująca się do Kasy mogła uzyskać status członka: założyciela – gdy wpłaciła jednorazowo 150 rubli, honorowego – 100 rubli lub rzeczywistego – wpłacając 5 rubli rocznie.

Jak napisał felietonista jednej z ówczesnych gazet: Wobec tak łatwych warunków przyjęcia, zdawaćby się mogło, iż pan Dejke kasyer tego Stowarzyszenia, nie będzie mógł nadążyć w przyjmowaniu gotówki od członków założycieli, honorowych i rzeczywistych. Okazuje się jednak, że byłoby to złudzeniem nieprowadzącem do niczego, gdyż w pierwszym roku swego istnienia, kasa Mianowskiego liczyła 65 członków założycieli, 54 honorowych i 635 rzeczywistych. W kolejnych latach liczba członków Kasy powoli rosła, osiągając w 1888 r. liczbę 755, ale następnie zaczęła spadać i w 1889 r. było ich – 668, a w 1890 r. już tylko 632, którzy w tym roku wpłacili w ramach składek 3505 rubli. Zapisy testamentowe, które w przyszłości stały się podstawowym źródłem przychodów Kasy, przyniosły w tym roku 2317 rubli, a jednorazowe darowizny 611 rubli. Nie były to wielkie sumy w stosunku do potrzeb, a w 1891 roku ilość członków rzeczywistych dalej spadła i wynosiła 591. Jak napisano w jednym z numerów tygodnika Biesiada Literacka z tego roku ogół dla téj pięknéj instytucyi usposobiony jest po macoszemu. (…) Dążenie zniżkowe jest widoczném, usprawiedliwić zaś niczém się nie da, bo kasa gospodaruje chwalebnie i dla nauki z pożytkiem. W wydanym w 1892 r. Kalendarzu Warszawskim, w rymowanych „Listach do przyjaciela” rozpoczynających się od Drogi mój przyjacielu! Przy twoim wyjeździe, Kiedyś puszczał się w podróż, ufając swej gwieździe, Przyrzekłem ci (jam słowny — wiesz od szkolnej ławki) Przysyłać różne wieści z kochanej Warszawki, znalazł się znamienny fragment Cóż… że dziś kasa Mianowskiego tonie, (Taką nas wieścią pierwszy lipiec pasie), Panom pieniędzy potrzeba na konie, Skąd więc tu myśleć o jakiejś tam kasie?! też dobrze obrazujący niewielkie początkowo zainteresowanie potrzebami finansowymi Kasy. W tej sytuacji osoby, które widziały potrzebę jej istnienia i działalności, oprócz własnych wkładów finansowych zaczęły podejmować również inicjatywy polegające między innymi na organizowaniu dozwolonych ustawą publicznych prelekcji, koncertów i widowisk, z których dochód był przeznaczany na jej potrzeby. Z jedną z takich inicjatyw wystąpiła pod koniec 1891 r. grupa intelektualistów związana z tygodnikiem „Wszechświat” i „Pamiętnikiem Fizyjograficznym”. Postanowili oni zorganizować cykl publicznych odczytów popularnonaukowych. W okresie od 14 listopada do 12 grudnia, na kolejne środy i soboty o godzinie 7 wieczorem, zostało zaplanowanych dziewięć wystąpień:

  1. Samuel Dickstein: Z historyi wiedzy, 14 Listopada 1891 r.
  2. Stanisław Kontkiewicz: Węgiel kamienny, 18 Listopada 1891 r.
  3. Bronisław Znatowicz: Fosfor, 21 Listopada 1891 r.
  4. Jerzy Józef Boguski: Najnowsze postępy w nauce o elektryczności, 25 Listopada 1891 r.
  5. Stanisław Kramsztyk: O księżycu, 28 Listopada 1891 r.
  6. Napoleon Milicer: Wino, 2 Grudnia 1891 r.
  7. Aleksander Fabian: Jak mózg wygląda, 5 Grudnia 1891 r.
  8. Władysław Natanson: O temperaturze, 9 Grudnia 1891 r.
  9. Aleksander Fabian: Jak mózg pracuje, 12 Grudnia 1891 r.

Jak napisano w dzienniku „Słowo”: Zarówno wielce interesujące tematy, jak osoby prelegentów, po większej części znanych już nietylko na polu prac naukowych, ale i ze sztuki popularyzowania wiedzy, każą się spodziewać, że odczyty rzeczone ściągać będą licznych słuchaczów, którym nastręcza się sposobność przyjemnej i pożytecznej rozrywki.

Początkowo planowano wygłaszanie ich w sali ogólnych zebrań Towarzystwa Kredytowego m. Warszawy, jednak ostatecznie odbywały się one w sali Muzeum Przemysłu i Rolnictwa przy Krakowskim Przedmieściu nr 66. Sala miała oświetlenie elektryczne i jak napisano później w tygodniku „Wszechświat” Warszawa, zdaje się, poraz pierwszy dotychczas oglądała lampki żarowe o sile 100 świec na niedawno wypowiedzianych odczytach na rzecz Kasy Mianowskiego. Na potrzeby prelegentów wyposażono ją dodatkowo w „latarnię magiczną”. Oświetlenie elektryczne nadawało się wybornie do przygaszania i efektownego przedstawiania obrazów niknących uzyskiwanych przy jej pomocy. Bilety na każdy z odczytów można było kupić z wyprzedzeniem w księgarni E. Wende & Comp. przy Krakowskim Przedmieściu nr 412a, w redakcji „Wszechświata” przy Krakowskim Przedmieściu nr 66 lub w muzeum przed rozpoczęciem każdego odczytu. Za miejsce na krzesłach numerowanych trzeba było zapłacić 60, 45 lub 35 kopiejek, a za krzesła nienumerowane 20 kopiejek. Można też było kupić bilety abonamentowe na wszystkie odczyty w cenie 4,50, 3,40 lub 2,25 rubli. Sala w Muzeum nie była zbyt wielka i na wykłady przychodziło średnio około 300 osób. Oceniając w wartościach bezwzględnych nie było to wiele, jednak jak podkreślała prasa, w tamtych czasach w porównaniu z innymi odczytami było to bardzo duże zainteresowanie. Po pierwszym wykładzie w „Kurjerze Warszawskim” napisano Każdy, którego mogły pesymistycznie usposobiać pustki, widywane zwykle na odczytach, traktujących przedmioty specjalne, musiał być mile zdziwiony, gdy zastał na wczorajszej prelekcji salę muzeum szczelnie zapełnioną. Podobnie było na kolejnych wykładach. W sumie bilety sprzedane na wszystkie odczyty przyniosły 1176,25 rubli. Wydatki na wynajęcie sali, przeprowadzenie doświadczeń w czasie odczytów, ogłoszenia, druki, itp. wyniosły 591,19 rubli. Ostatecznie przekazano więc na rzecz Kasy im. Mianowskiego 585,06 rubli czystego dochodu. Nie była to może zbyt wielka kwota, ale przy niskich w tamtych czasach przychodach Kasy (w poprzednim roku niecałe 6500 rubli) też się liczyła.

Ryciny z podobiznami wykładowców opublikowane przez „Kurjer Codzienny”.

Mawiano tylokrotnie, iż uczęszczanie na prelekcje publiczne było u nas przed kilku laty tylko modą, która prędko się przeżyła i pusta najczęściej podczas wykładów sala ratuszowa zdawała się to mniemanie potwierdzać w zupełności. Jednakże odczyty na rzecz kasy Mianowskiego przekonały, że przypuszczenie to jest zupełnie błędne. Cel szlachetny odczytów, mianowicie zasilanie kasy, dającej pomoc ludziom, pracującym na polu naukowem, a nadto sposobność usłyszenia przystępnego wykładu o rzeczach, interesujących szersze koła ludzi, wszystko to powiada, że powodzenie tych odczytów coraz bardziej wzrasta, tak dalece, iż na ostatnią prelekcyę zabrakło nawet biletów – napisano w „Gazecie Polskiej” w trakcie trwania wykładów, a podsumowano je po zakończeniu cyklu odczytów stwierdzeniem powodzenie tych wykładów winiłoby zachęcić do ponowienia ich w każdym czasie.

W miesięczniku „Biblioteka Warszawska” napisano z kolei: Barwny, przystępny wykład, ożywiony odpowiedniemi doświadczeniami, modelami i rysunkami, nadał tym odczytom siłę przyciągającą, tudzież istotną wartość. Tylko z takich prelekcyi nasza przeciętna publiczność, szczególniej należąca do płci niewieściej, może wynieść prawdziwy pożytek, większy niż z sekretarza, pisanego na zebraniach towarzyskich u subjektów handlowych. Wprawdzie taki prelegent nie otrzyma złotych spinek, ani rozśmieszy słuchaczy, bo nie ma na celu nic dowcipnego; ale przedewszystkim chociaż małą cegiełką wzmocni podstawy tak sympatycznej instytucyi, jak kasa Mianowskiego, i wreszcie nie jednego lub nie jedną nauczy takich rzeczy, o których przed tem nie mieli pojęcia, albo wiedzieli o nich z nazwiska.

Jednym z wykładowców był Stanisław Kontkiewicz. Taką zapowiedź jego wystąpienia opublikowało „Słowo”:

Mimo iż Stanisław Kontkiewicz nie był, w odróżnieniu do większości pozostałych wykładowców, postacią dobrze znaną w Warszawie (mieszkał wtedy i pracował w Dąbrowie Górniczej, a wcześniej wiele lat spędził w Rosji), to jednak jak napisano w prasie jego odczyt wypełnił prawie szczelnie salę muzeum przemysłu i rolnictwa, a wśród słuchaczów widzieliśmy wielu uczniów zakładów naukowych, dla których takie wykłady popularno naukowe są bardzo pożytecznie kształcącym czynnikiem.

Stanisław Kontkiewicz prowadzący wykład „O węglu” (rycina opublikowana w „Biesiadzie Literackiej”).

Odczyt został bardzo pozytywnie przyjęty i zyskał dobre recenzje. Jak pisano w prasie pradziadek Stanisław mówił z prawdziwą umiejętnością obudzania w publice zajęcia się przedmiotem. Albo Co do formy zauważyć należy, iż prelegent cały prawie odczyt wypowiedział z pamięci i musiał w ciągu godziny całkowicie wyczerpać nader bogaty materyał odczytowy. Z zadania tego mówca wywiązał się bardzo sumiennie ku wielkiemu zadowoleniu słuchaczów. Czy też Odczyt [był] bardzo interesujący w swych różnorodnych szczegółach ujętych w formę potoczystego wykładu. Dodając licznie zgromadzona publiczność podziękowała mówcy przeciągłym oklaskiem.

W jednej z recenzji znalazł się fragment: Ciekawy był opis kopalni węgla, dość szczegółowo podany przez prelegenta, któremu pomagały w tem wielce zręcznie przedstawione obrazy niknące. Przy ich współudziale i jasnym wykładzie pana Kontkiewicza, słuchacze byli niejako wprowadzeni do szybów, oglądali filary „czarnych dyamentów”, chodniki komunikacyjne, wagoniki do ładowania węgla, przyglądali się zwierzchnim „odkrywkom”, słowem unaoczniali sobie całą manipulacyę wydobywania tego materyału. W innej też napisano o szeregu niknących obrazów, przedstawiających wnętrze kopalń, szybów i górników zajętych pracą.

To właśnie w celu przedstawienia ich na odczycie w postaci „niknących obrazów” zrobił pradziadek Stanisław zdjęcia, z których część znalazła się później w rodzinnym albumie i wzbudziła nasze zainteresowanie. Posłużyły rzeczywiście jak podejrzewaliśmy od początku do prowadzenia wykładu, tylko nie tak jak myśleliśmy w dąbrowskiej Sztygarce, a w Warszawie na potrzeby Kasy im. Mianowskiego.

Kilka miesięcy po odczycie – na początku 1892 r., „Przegląd Tygodniowy Życia Społecznego, Literatury i Sztuki” zamieścił na swoich łamach, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią,  napisany przez Stanisława Kontkiewicza artykuł, który był skróconą wersją jego odczytu z 19 listopada 1891 r. Pojawiły się w nim również niektóre zdjęcia z albumu.

Dla zainteresowanych sam artykuł (z zachowaną oryginalną pisownią) zamieszczamy osobno w sekcji „Varia” (tutaj).

Porównanie zdjęć z artykułu Stanisława Kontkiewicza opublikowanego w „Przeglądzie Tygodniowym Życia Społecznego, Literatury i Sztuki” ze znajdującymi się w albumie rodzinnym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s