Ważne odkrycia 2018 roku

Wkrótce dobiegnie końca czwarty rok naszych poszukiwań genealogicznych. Jak to zwykle bywa, zdarzają się okresy wytężonej pracy, które nie przynoszą żadnych efektów. Dziesiątki godzin przygotowań przed wizytami w archiwach, liczne przeczytane książki, które mogłyby coś podpowiedzieć, czasem wręcz pogłębiają brak nadziei na odnalezienie odpowiedzi na nasze pytania. Innym razem informacje zdają się spadać z nieba w najbardziej niespodziewanych momentach. Dziś, z perspektywy minionych czterech lat możemy stwierdzić, że natrafiliśmy na wiele zaskakujących dla nas informacji. Odkryliśmy gałęzie rodziny, o których istnieniu nie mieliśmy najmniejszego pojęcia, a dziś już wiemy o nich bardzo dużo. Bardzo lubimy tę naszą przygodę z genealogią, pełną zagadek, weryfikacji naszych, czasem wręcz abstrakcyjnych, hipotez. Z ogromną przyjemnością poszerzamy wiedzę historyczną, by lepiej poznać warunki, w jakich przyszło żyć naszym przodkom, by w ten sposób wpaść na trop kolejnych przydatnych dla nas źródeł.

Poznawanie przeszłości naszych rodzin wiąże się z licznymi emocjami, chwilami ogromnych wzruszeń. Tu chcemy wspomnieć o kliku niezwykle dla nas ważnych odkryciach z minionego roku, które rzuciły nowe światło na niektórych z naszych bliskich.

Najbardziej poruszającym dla nas było odkrycie, że pradziadek Stanisław Kontkiewicz przez wiele lat przewodniczył tajnej ponadzaborowej organizacji polskich inżynierów górniczych. Od wczesnych lat był niezwykle pracowitym i aktywnym człowiekiem. Już od gimnazjum uczył się języków obcych, dbał o sprawność fizyczną. Podtrzymywał rozległe kontakty towarzyskie. Chętnie podróżował, szczególnie interesował się przemysłem. Po dwóch latach studiów w Szkole Głównej, ukończył Wydział Inżynierii na Politechnice Ryskiej, a potem Instytut Górniczy w Petersburgu. Od tego momentu cały czas zajmował się geologią, co przyniosło mu członkostwo kilku akademii nauk i towarzystw naukowych. Kilka lat po ukończeniu studiów górniczych został dyrektorem pierwszej kopalni w Krzywym Rogu, a potem kolejnych w Dąbrowie Górniczej. W Dąbrowie został nauczycielem w Szkole Sztygarów, podjął też działalność społeczną na różnych polach. Zwykle zostawał prezesem bądź wiceprezesem, ewentualnie prezesem honorowym lub członkiem zarządu tych wszystkich organizacji. Nic dziwnego, że kiedy przeczytaliśmy kiedyś o tym, że w latach 1894-1906 był przewodniczącym Delegacji, przeszliśmy nad tym do porządku. I to był błąd! Delegacja była tajną organizacją polskich inżynierów górniczych, którzy już pod koniec XIX wieku postanowili współpracować, nie bacząc na zaborców, by przygotować się do budowy polskiej państwowości w oparciu o jej zasoby, kiedy tylko będzie to możliwe. Inżynierowie górniczy nie byli jedynymi. Taką działalność rozpoczęli przedstawiciele różnych zawodów w zaborze, który to umożliwiał, w zaborze austriackim. Nawiązywanie współpracy z przedstawicielami innych zaborów nie było proste. Niemcy na różne sposoby nie dopuszczali do takiej współpracy. Rosjanie zakazali już dawno tworzenia polskich organizacji, możliwe było jedynie zakładanie polskich filii rosyjskich towarzystw. Głównym centrum wszelkich działań patriotycznych był Kraków i częściowo Lwów. Najbardziej aktywni byli w tej sytuacji działacze z Galicji. Ale jednak w momencie powołania Delegacji Inżynierów górniczych w Krakowie w 1894 r. powierzono przewodnictwo Stanisławowi Kontkiewiczowi z zaboru rosyjskiego. Nie wydaje się to dziełem przypadku, lecz wyrazem szczególnego zaufania dla jego osoby, jego wiedzy i doświadczenia.

Z listów Stanisława Kontkiewicza, które zachowały się, wiemy, że bywał on często w Krakowie. Ze względu na kierowanie kopalnią należącą do wiedeńskiego banku, często jeździł do Wiednia przesiadając się w Krakowie. W Krakowie w pracowni geologicznej Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowywał wyniki swoich badań geologicznych prowadzonych na Kielecczyźnie i w okolicach Zagłębia. Był członkiem PAU. Miał rodzinę w Krakowie po obojgu rodzicach. Środowisko krakowskie znał bardzo dobrze. Często bywał też w Warszawie w związku z interesami kopalni. Liczne podróże i rozbudowane kontakty zapewne ułatwiały mu prowadzenie tajnej działalności. Z drugiej strony jesteśmy pełni podziwu, ze podjął się tej funkcji w tak trudnym dla niego roku. Wiosną 1894 zmarła jedyna ukochana niewiele młodsza siostra Stanisława, Helena Praussowa. A wkrótce, latem, odeszła ukochana Mama. Po 12 latach podjęto decyzję o ujawnieniu działalności inżynierów górników i Delegację przekształconą w jawną Delegację Stałą. Nadal, przez kolejne 4 lata, jej przewodniczącym był Stanisław Kontkiewicz. Jednak jej jawność wkrótce stała się problematyczna, Stanisław nie mógł oficjalnie uczestniczyć w jej działaniach.

Na tym nie koniec tajnej działalności Stanisława Kontkiewicza. W latach 1914-1915 grupa warszawskiej inteligencji opracowała dzieło encyklopedyczne „La Pologne, son histoire, son organisation et sa vie”, które zostało wydane w 1918 r. w Lozannie i Paryżu oraz w Bernie w języku niemieckim. Autorzy tej publikacji pozostali anonimowi i podpisali się jako „Komitet Redakcyjny”. Dzięki pracy Jana Lorentowicza ”La Pologne en France : essai d’une bibliographie raisonnée. t. 2, Encyclopédies, langue, histoire” wydanej w Paryżu w 1938 r. poznaliśmy nazwiska członków wyżej wspomnianego Komitetu Redakcyjnego. Był wśród nich Stanisław Kontkiewicz. Z bardzo dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że był autorem lub współautorem rozdziału poświęconego polskim zasobom naturalnym „Les ressources minérales des pays polonais”.

Świadomość, że pradziadek obok licznych działań podejmowanych jawnie, angażował się w tajną działalność sprawiła, że inaczej na niego patrzymy. Jednocześnie martwi nas, że możemy mieć problem z ustaleniem wielu faktów związanych z działalnością Delegacji i Stałej Delegacji. Dotychczas podejmowane kroki nie dają żadnych rezultatów. O tych naszych ustaleniach napisaliśmy w artykule „Hieronim Kondratowicz i Stanisław Kontkiewicz – razem na rzecz polskiego górnictwa” opublikowanym w numerze 10 „Przeglądu Górniczego” z 2018 roku.

*

Duże emocje towarzyszyły nam również w związku z przygotowywaniem materiałów dotyczących brata ciotecznego pradziadka Stanisława, Hieronima Kondratowicza. Dzięki kuzynowi, który dysponuje częścią pamiątek po Hieronimie Kondratowiczu, dotarliśmy do aktu małżeństwa zawartego przez Hieronima Kondratowicza w kościele katolickim. Wiedzieliśmy, że kwestia wyznania była problemem dla Hieronima. Został ochrzczony w sandomierskiej Katedrze, jego ojcem chrzestnym był kuzyn, ksiądz. Jednak ojciec Hieronima był synem unickiego proboszcza. To sprawiło, że w pewnym momencie został zmuszony do przejścia na prawosławie, a wraz z nim jego kilkuletni synowie. Mieliśmy świadomość, że Hieronimowi to przeszkadzało. Ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo. Nas mocno boli, że przez to oficjalne wyznanie prawosławne współcześni polscy badacze zajmujący się historią polskiego górnictwa uważają Hieronima Kondratowicza za Rosjanina. W opracowaniach z lat 70. XX wieku wykazywano się większą wiedzą na ten temat.

Jak ważne było dla Hieronima wyznawanie wiary katolickiej, przekonaliśmy się w tym roku, czytając akt poświadczenia zawarcia tajnego i nielegalnego związku małżeńskiego z Bronisławą Łapczyńską w kościele rzymsko-katolickim w Smogorzowie wkrótce po oficjalnym zawarciu ślubu w warszawskiej cerkwi przy ul. Miodowej. Rzymsko-katolickiego ślubu udzielił ojciec chrzestny Hieronima, smogorzowski proboszcz Władysław Kossecki. Sam akt sporządzono w obecności świadków dopiero 40 lat później. Również niedawno dotarliśmy do wspomnienia pośmiertnego poświęconego Hieronimowi Kondratowiczowi, spisanego przez jego przyjaciela. Zwrócił on także uwagę na kwestię wyznania, opisał, czym była dla Hieronima Kondratowicza możliwość jawnego powrotu do swojej wiary. Więcej na ten temat można przeczytać we wcześniejszym wpisie „Hieronim Kondratowicz, syn unity i katoliczki”.

*

Podobne emocje towarzyszyły nam podczas szukania materiałów dotyczących 2xpradziadka Stanisława Jaroszewicza. Pisano o nim: malarz, artysta malarz, malarz pokojowy, dekorator teatralny. Stosunkowo szybko trafiliśmy na pochodzący z 1939 r. tekst Tadeusza Makowieckiego „Kościół w Czerniakowie”, gdzie przeczytaliśmy „Co się tyczy restauracji fresków, to wiemy tylko o dwóch, które miały miejsce stosunkowo niedawno. Warmiński pisze: ‘Kościół gustownie odnowiony za ks. Błażejewskiego przez malarzy Jaroszewicza z Warszawy i Hulewicza z Wilanowa’. Co to byli za ‘malarze’, jakie działa stworzyli poza tym – nie wiadomo. Nie wiadomo również na czym polegało to ‘gustowne odnowienie.’ Najprawdopodobniej były to banalne malowidła klejowe przestawiające aparaty kościelne: kielichy, monstrancje etc., które ostatnio zmazano, chcąc się dostać do ukrytych prawdziwych fresków.”

Zdumiało nas to trochę. Czy rzeczywiście Henryk Marconi zostałby ojcem chrzestnym dwójki dzieci jakiegoś kiepskiego malarza? Czy budowniczy Zygmunt Rozpendowski (uczeń Henryka Marconiego), który m.in. kierował przebudową pałacu w Natolinie, zgodziłby się? Wiedzieliśmy już, że Stanisław Jaroszewicz w wieku 10 lat uczęszczał do Szkoły Wydziałowej XX Dominikanów. Dotarliśmy także do informacji, że w 1864 r. uczestniczył w pracach restauratorskich Katedry św. Jana, którymi kierowali najlepsi budowniczowie, a uczestniczyli w nich m.in. malarze konserwatorzy muzealni i profesor Szkoły Sztuk Pięknych. O pracy Stanisława pisano wtedy „Roboty malarskie w Kaplicy (Bractwa Literackiego) przyjął P. Jarosiewicz, Członek Bractwa Literackiego, Malarz przy Teatrach Warszawskich.” Był podstarszym warszawskiego cechu malarzy pokojowych, nazywanych też malarzami wnętrz. Naszym zdaniem musiał on odebrać wykształcenie malarskie. Z lektury książek poświęconych szkolnictwu warszawskiemu w I połowie XIX wieku wynikało, że musiał on być uczniem jakiegoś artysty, gdyż w czasie, kiedy mógł się kształcić nie było w Warszawie Szkoły Sztuk Pięknych. Ponieważ ojciec Stanisława, Michał Jaroszewicz był maszynistą teatrów warszawskich, podejrzewaliśmy, że mógł uczyć się w malarni teatralnej. W tej sytuacji wydawało się, że odnalezienia nauczyciela Stanisława Jaroszewicza jest niemożliwe. A jednak! W grudniu na Polonie trafiliśmy na numer „Kuriera Warszawskiego” z marca 1855 r., w którym przeczytaliśmy „W tych dniach oglądaliśmy prześliczną robotę dekoracyjną P. Jaroszewicza, Ucznia słynnego Artysty dekoratora przy tutejszych Teatrach P. Sachettego (…) Nie będziemy uprzedzać Czytelników o piękności tego dzieła, bo wszyscy znajdą sposobność sprawdzenia tego naocznie; dodamy tylko, że myśl ta rozwinięta została z całym talentem przez P. Jaroszewicza, i że tak mógł wywiązać się z zadania Uczeń Sachettego.” Antonio Sacchetti pochodził z rodziny dekoratorów teatralnych, jego ojciec Lorenzo był profesorem w Akademii Weneckiej. Antonio Sacchetti współpracował z teatrami Wiednia, Brna, Pragi, Drezna, Berlina i Kalisza. Najdłużej pracował w Warszawie, od jesieni 1835 r. praktycznie aż do śmierci w 1870 r. O Stanisławie Jaroszewiczu wspominaliśmy we wpisie „W teatrach warszawskich w XIX wieku”.

*

Te trzy opisane przez nas historie, jak wspomnieliśmy, dostarczyły nam wielu wzruszeń. Ale też są doskonałymi przykładami, że wiele niezwykle ciekawych rzeczy można odkryć, jeśli będziemy dostatecznie intensywnie prowadzić nasze poszukiwania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s